(Bez)cenna lekcja kultury…

W okresie przedświątecznym z łatwością dajemy się wciągnąć w konsumpcyjny szał. Wchodzimy do jednego sklepu, tylko na chwilę, na minutkę, a tymczasem spędzamy długie godziny buszując wśród wieszaków czy sklepowych półek. Mam wrażenie, że szukając tych wszystkich upominków dla swoich bliskich gubimy gdzieś po drodze swoje własne człowieczeństwo, rozum i przede wszystkim kulturę… Z reguły staram się unikać takich wypraw planując z dużym wyprzedzeniem zakupy i przeważnie korzystając z dobrodziejstw dzisiejszych czasów, czyli sprzedaży on-line, jednak kilka dni temu musiałam wybrać się osobiście do jednego ze sklepów stacjonarnych…  Nie będę Wam pisać o wszechobecnym tłoku, pędzie i szaleństwie – na pewno znacie to z autopsji własnej. Opowiem Wam jednak o sytuacji jak mnie spotkała w czasie natarczywego ducha zbliżających się świąt… miała zaszczyt odbyć bezcenną lekcję kultury… w dodatku za darmo.

Po przejrzeniu świątecznego asortymentu oraz odnalezieniu zdobyczy upragnionej udałam się do kolejki przy kasie. Miałam co chciałam, trzeba było więc grzecznie odczekać w kolejce jedynej czynnej kasy i wracać do domu. Idę i po drodze mijam stojący koszyk – samotny – więc uznałam, że bezpański, bowiem w okolicy żywego ducha, który by się do niego przyznawał. Pan przed koszykiem nic nie wiedział, Pani za ladą również. Niespecjalnie więc kalkulując co może nastąpić w najbliższej przyszłości, grzecznie koszyk omijam i staję w ogonku. Chwilę później słyszę za plecami chrząkanie, z każdą sekundą bardziej intensywne i donośne, aż ostatecznie na moim ramieniu ląduje czyjaś dłoń, której towarzyszy pretensjonalny wrzask: „Ten koszyk nie stoi tu bez powodu!„. Odwróciłam się „przemiłej” przemawiającej i słucham dalej: „Ja sobie ten koszyk postawiłam, żeby zająć kolejkę!”. W tym momencie byłyśmy z przemiłą panią już na świeczniku całej okolicznej gawiedzi. Odpowiadam więc najmilszym z możliwych na jaki mnie stać w takiej sytuacji tonem: „Skoro pani tak bardzo się spieszy, to proszę przejść do przodu” – wypaliłam dumna jak paw, że nie dałam się sprowokować. W końcu rodzice nauczyli mnie kultury. Tak przynajmniej myślałam jeszcze w tej sekundzie. W jakimże byłam błędzie (!). Moja rozmówczyni zrobiła wielkie oczy, uniosła brew, po czym obrażonym tonem powiedziała: „Teraz to już nie trzeba skoro się tu władowałaś”…

Już miałam się odwrócić i zapomnieć o temacie, jednak odezwała się we mnie moja wrodzona przekora i palnęłam: „Tak ładnie pani prosi i trafnie argumentuje, to nie mogę zrobić inaczej, jak pani nie przepuścić”. Pan przede mną prawie się udławił ze śmiechu, Pani za ladą też uniosła kąciki ust do góry. „Przemiła” rozmówczyni wzięła koszyk pod pachę, zadarła nosek jeszcze wyżej i stanęła przede mną, dorzucając wisienkę na tort, z której rozwinął się taki oto króciutki dialog:

„Przemiła” pani: „Trzeba mieć trochę kultury! Nie wiesz jak się robi zakupy i staje w kolejce?!”

Ja: „Właśnie dlatego panią przepuściłam. Żeby popatrzeć na taką kulturę idealną… nauczyć się czegoś

„Przemiła” pani: „Masz tu teraz dobrą lekcję!”

Ja: „Wręcz bezcenną”…

Szczerze powiem, że po jej odbyciu czuję się osobą lepszą, bardziej obytą i światową… 😉 Podążajmy dalej za tym duchem świąt!

christmas

Pozdrawiam i do następnego czytania!

M.

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *