Bezstresowe wychowanie, czyli dlaczego nie lubię serialu, który kocha prawie cały naród?

Rodzina Boskich – małżeństwo po trzydziestce z trójką dzieci płci męskiej, mieszkające pod Warszawą w przestronnym, kupionym na kredyt domu. Krótka charakterystyka postaci: Natalia – młoda matka, niby wyluzowana, jednak całymi dniami wrzeszcząca na swoją rodzinę w nienagannym makijażu. Ciągle biega w obcasach, a z pracy wraca zawsze uśmiechnięta i wyluzowana. Jak na blondynkę przystało – postrzega świat na swój własny sposób. Ludwik – architekt, który nigdy nie przemęcza się swoją pracą – w ogólne rzadko widywany jest przy pracy. Głównie siedzi na kanapie lub w kuchni i pije piwo. Tomek – pierworodny – owoc studenckiej miłości. Typ filozofa – nie zwraca uwagi na nic i na nikogo. Najważniejszy jest jego własny nos i rozbujane ego. Albo imprezuje, albo spędza czas przy grach video. Kuba – chłopak w tzw. „trudnym” wieku – głównie robi wokół siebie chlew. Z jednej strony próbuje udawać dorosłego, z drugiej wykorzystuje przywileje bycia dzieckiem, będąc przy tym chamskim. Kacper – najmłodszy – gotowy na wszystko, aby osiągnąć cel – kłamie, oszukuje, wrzeszczy… Typ aktora, przemądrzały. Żyje w przekonaniu, że cel uświęca środki… Z doskoku pojawiają się też dziadkowie (rodzice Natalii) oraz przyjaciele rodziny.

Tyle w skrócie o bohaterach serialu Rodzinka.pl, który w założeniu jest serialem komediowym, a żartobliwymi scenkami komentuje oraz puentuje problemy współczesnej, normalnej rodziny.

Nie śledzę tego serialu tak bardzo wnikliwie i chyba nigdy nie zdobyłam się na to, by przetrwać cały odcinek od początku do końca. Wystarczą mi migawki i reklamy, by stwierdzić, że nie ma on nic wspólnego z rzeczywistością – nawet jak na komedię, która ma przecież prawo do wyolbrzymień i zniekształceń. Ale myślę sobie, że komedia, aby śmieszyć (a tak naprawdę wywoływać śmiech mądry i uzasadniony) nie powinna przekraczać pewnych granic. I nie mam tu wcale na myśli kilku telewizorów, konsol, ajfonów, ajpadów i laptopów obecnych w całym domu oraz nieprzepracowanego i nie martwiącego się sprawami służbowymi młodego małżeństwa, które przynosi z Almy torby pełne najdroższych produktów. Wiem, że w naszym kraju zdarzają się jednostki lepiej zarabiające ode mnie i rzeszy pozostałych rodaków, które mają duże domy, wypasione gadżety, samochody i dobrze ubrane dzieci. Nie neguję tego w żaden sposób. Polacy, którzy dobrze zarabiają, często tak właśnie żyją – rzeczywiście mają wszystko, kupują w najdroższych sklepach i otaczają się gadżetami. Jednak scenarzyści zapomnieli chyba o fakcie, że nawet ci dobrze sytuowani ludzie muszą pracować, mają swoje stresy i najczęściej przynoszą pracę do domu – a tutaj tego nie ma. Pan domu czasem siedzi sobie przez chwilę przed komputerem, pani domu jakoś nigdy swoją wspaniałą pracą się nie męczy – nijak się to ma do polskiej rzeczywistości… Gdyby chodziło jednak tylko o to, to może bym została, no może nie fanem tego serialu, ale przynajmniej jego widzem. Tymczasem jest jeszcze jeden aspekt, który mnie po prostu delikatnie mówiąc wkurza – mianowicie – rozpieszczone do bólu dzieciaki, które mają pełno gadżetów i uważają, że wszystko im się należy. Nie wiem, komu ten błąd zarzucić, ale takie zachowanie serialowych bohaterów przewraca w głowie polskiej młodzieży, która buntuje się i chce poziomu życia na poziomie serialowych nastolatków. Pamiętajmy, że dzisiejsze masmedia mają co najmniej spory wpływ na kształtowanie się młodych jednostek. Wydaje mi się zatem, że Rodzinka.pl jest idealnym dowodem na to, że tzw. bezstresowe wychowanie, nawet w ładnym otoczeniu, to najgorsze, co rodzic może zaserwować sobie i swojemu dziecku.

Co to jest bezstresowe wychowanie i czym to grozi?

W latach 70. i 80. ubiegłego stulecia w krajach skandynawskich (sztandarowy przykład – Szwecja) pojawiła się bardzo popularna idea bezstresowego wychowania. Do Polski trafiła ona pod koniec lat 90. i charakteryzuje się całkowitym zakazem karania dzieci, nawet klapsem, a wymagania co do poprawnego ich zachowania się są minimalne. Wydaje mi się jednak, że wielu młodych rodziców nie do końca chyba rozumie zasady tego bezstresowego wychowania i pozwala swoim dzieciom w zasadzie na wszystko. Dorośli starają się być dla dziecka partnerami, „kumplami”, a gdy dziecko źle się zachowuje, najczęściej nie reagują, tłumacząc się tym, że dziecko jest jeszcze przecież małe i z wielu rzeczy wyrośnie.

Hmm… a jak to się ma do serialu? Ano tak, że w Rodzince.pl dzieci i rodzice nieustannie przekrzykują się wzajemnie, a żaden z bohaterów nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny. Natalia i Ludwik są chyba przekonani, że dzięki takiemu postępowaniu ich dzieci będą miały poczucie własnej wartości i bez problemów, tak jak amerykańskie maluchy, będą radzić sobie w życiu. Czy na pewno? Nie do końca przekonuje mnie taki model wychowania – na zasadzie „róbta, co chceta”, gdzie można pozwolić dzieciom bezkarnie dosłownie na wszystko. Dziecko siada przed telewizorem czy komputerem, zajada chipsy, robi bałagan i nie ma absolutnie żadnych obowiązków – robi co chce, nie zastanawiając się, że np. przeszkadza rodzicom w pracy, ba! w ogóle nie szanuje ich pracy (!). A rodzice – o zgrozo – nawet nie starają się aby ją szanował.

Nie trzeba być specjalistą, aby domyślić się, iż brak ustalonych zasad postępowania, konsekwentnego ich przestrzegania, niestawianie granic między tym, co wolno, a czego nie, doprowadzą (a w zasadzie już doprowadziły) do pojawienia się pokolenia egoistycznych, niezaradnych i konsumpcyjnie nastawionych do życia młodych ludzi. W polskich rodzinach, zachowania – podobne jak te w scenariuszu serialu – są już normą. Powoli przyjmujemy skandynawski model wychowania, posługujący się „kryteriami zadowolonego dziecka”. Jest on niejako „narzucany” jako normalny, a przecież normalny nie jest. Przykład: cała trója serialowych dzieciaków wpada do kuchni i rozrzuca wszystko co się da, robiąc wokół siebie „chlew”. A rodzice stoją, patrzą i próbują przeczekać sytuację. Nie rozumiem, dlaczego nie mogą ich zawołać i wytłumaczyć, że muszą po sobie posprzątać. Ja wiem, że każdy z nas ma swoje własne poczucie humoru. Jednych bawią wulgarne żarty i chamskie odzywki, innych nie. W  Rodzince.pl bywa zabawnie i śmiesznie, ale jest to chyba śmiech przez łzy. Za mało jest tam prawdziwych walorów dydaktycznych, nie przedstawia się żadnych sensownych wartości – dzieci uczy się, że najważniejsze są pieniądze, a od rodziców i dziadków można wyciągnąć dosłownie wszystko, jeżeli tylko odpowiednio się ich podejdzie. Dostają jawne przyzwolenie na to, że że wolno im być chamskimi i wulgarnymi, że nie trzeba po sobie spuszczać wody w toalecie i sprzątać, że normą jest krzyk i prostacka odzywka. Serial lansuje model wychowawczy, w którym wszystko jest „fajne” i jest „cool”. Dzieci robią co chcą i żyją jak chcą. Stawia się im coraz mniej wymagań.

Swego czasu myślałam, że Rodzinka.pl będzie przyjemną odmianą od tak bardzo promowanych u nas sztywnych telenowel. Serial jest kolorowy i bardzo na czasie, ale jego przekaz absolutnie do mnie nie przemawia. Wszyscy na siebie ciągle wrzeszczą – rodzice na dzieci, dzieci na rodziców, atmosfera w domu cały czas jest napięta, co chwilę ktoś podnosi głos. Rodzice nie mają za grosz szacunku do dzieci, które ich szantażują, gdy ci oczekują od nich pomocy w domu albo przypilnowania swoich spraw, i odwrotnie. Dzieci nie mają szacunku do własnego domu (!) i pracy własnych rodziców. Traktują go jak hotel i restaurację w zależności od pory dnia. Nie są nauczone kultury osobistej… Szkoda – serial ma niezły potencjał i nie straciłby absolutnie na swojej jakości, gdyby wprowadzić do niego więcej dobrych wychowawczych metod. I nie chodzi mi o tzw. „smród dydaktyczny”, bo nikt nie będzie chciał tego oglądać.

Trochę to brzmi jak analiza podstarzałej pani psycholog, ale zapewniam, że ani podstarzała nie jestem, ani psycholog ze mnie żaden. Po prostu rzucają mi się w oczy pewne schematy, które gdyby nie to, że są ubrane w dodatki z IKEI i markowe ciuchy, już dawno świadczyłyby o totalnym upadku wartości w tej rodzinie. Wystarczy wziąć pod uwagę doświadczenia samych Sakndynawów, które bezlitośnie wskazują na to, że dzieci, które nie mają właściwych i konkretnych wzorców, wymodelowanych zachowań, ustalonych granic, nie znają zakazów i nakazów, tracą orientację w tym, co jest dobre, a co złe i nie potrafią wybrać dobra. A jeżeli tak wygląda „zwyczajna, polska rodzina”, to powinniśmy przestać się rozmnażać w trybie natychmiastowym.

M.

Show Comments
  • Dorota napisał(a):

    Jestem przerażona Pani wnioskami, nie co do samego serialu, ale przede wszystkim co do sposobu wychowywania dzieci w Skandynawii. Na przyszłość proponuję zagłębić się trochę w tematyce zanim zacznie Pani wygłaszać ostateczne poglądy. Na początek może Jesper Juul lub Agnieszka Stein. Z tego co się orientuję, to skandynawskie metody wychowawcze oparte są w głównej mierze na „porozumieniu bez przemocy” czyli Nonviolent Communication. Poniżej link do ciekawego artykułu co prawda dotyczącego Finlandii ale warto poczytać (…) „Finowie mawiają: „Możemy przygotować dzieci do egzaminów lub do życia. Wybieramy to drugie” – dlatego w szkołach fińskich nie ma klasówek i sprawdzianów.” (…) Przy pełnej swobodzie i zaufaniu do uczniów fiński system edukacyjny uważany jest za jeden z najlepszych na świecie. http://uptoclouds.pl/7-zasad-finskiego-cudu-edukacyjnego/ A nasze ciągłe dyscyplinowanie tylko podcina skrzydła i zabija kreatywność. Nie twierdzę, że dziecku powinno pozwalać się na wszystko , bo to do niczego nie prowadzi. Dzieci powinny wiedzieć, że każdy ma jakieś granice, których nie można przekraczać. To są jednak granice danej osoby, a nie granice danego dziecka. Uważam, że mamy na tyle kompetentne dzieci, że obserwując jak je i innych traktuje się z szacunkiem to postępują w ten sam sposób – nie potrzebują do tego nakazów i zakazów.

    • marta napisał(a):

      Nie krytykuję skandynawskiego sposobu wychowania dzieci. Znam ten model – sama zostałam tak wychowana, a jednak wiedziałam co to szacunek wobec rodzica czy w ogóle osoby dorosłej. Jeżeli nie zgadzałam się z czymś to wiedziałam, po prostu czułam, że jestem szanowana jako osoba, odrębna jednostka, posiadająca własne zdanie i opinie, aby zamiast cwaniakować i wymuszać, zwyczajnie dyskutować przy użyciu sensownych argumentów. Każdy ma prawo do swojego zdania, swojej przestrzeni w życiu na każdym jego etapie – również jako dziecko i nastolatek.I model skandynawski świetnie to przedstawia. I na takim modelu właśnie miał się opierać ten serial, a moim zdaniem – o ile przejaskrawienie w komediowym serialu jest ok – to w tym przypadku jest mocno przesadzone. Nie umiałabym sobie pozwolić na takie zachowanie – znam granice, a jednak dzisiejsi rodzice mają spory problem z tym czasownikiem. Rozumiem karykaturalny sens ukazywania rożnych wad (czy to w serialu, czy w kabarecie, za pomocą rysunku), jednak cechuje to wszystko wspólny mianownik – morał… coś, co powoduje, że widzowie, słuchacze, obserwatorzy – po tym, jak śmiech ucichnie – zastanowią się nad tym, z czego się właściwie śmiali. Chyba nie umiałabym pozwolić sobie na to, co wyprawia się w tym serialu – ewidentnie dzieciaki weszły rodzicom na głowy, a Ci zdają się tego nie zauważać… ja chcę, więc muszę to mieć i to natychmiast – nieważne jakim kosztem. A po latach przychodzi zdziwienie, że mamy niewychowane pokolenie małostkowych ludzi. Ponadto, taki serial, który niesie za sobą miliony widzów wpływa w dużym stopniu na to, w jaki sposób postrzega świat jego widz, szczególnie ten młodszy, który ma w głowie milion myśli, który szuka na siebie pomysłu, który kształtuje swoją osobowość – szczególnie, gdy jest „wychowywany” tylko przez telewizor…a przecież to my, jako rodzice jesteśmy od wychowywania. Coraz więcej rodzin przyjmuje styl prezentowany w serialu. Chyba zapominamy coraz częściej, że z dzieckiem trzeba chociażby rozmawiać o tym co można, a co jest totalnym przekroczeniem granic dobrego wychowania. A w pędzie dzisiejszego życia niestety dzieciaki zostają najczęściej z tym telewizorem i jego ofertą. Kwintesencja przedstawienia jest właśnie w serialu, co jest lekko, przynajmniej dla mnie przerażające. Jak momentami mnie to bawiło, to coraz częściej właśnie wkurzało, bowiem to co powinno być ewentualnym wybrykiem, niosącym konsekwencje, staje się tu normą. Ogląda to mnóstwo ludzi, szczególnie młodych, którzy już przyjęli takie zachowania za normę, i nie bardzo z tym coś robimy. Szykując się do napisania tekstu prześledziłam wiele for internetowych i odkryłam, ze najbardziej ekscytuje się tym właśnie młodzież, czyli osoby, które zaraz będą funkcjonować w dorosłym życiu. I wszyscy uważają, że takie zachowania są cool…

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *