Bo każda Księżniczka musi mieć swój zamek

Gdy byłam z Julką w ciąży, a później mając już pewność, że Julka to Julka 😉 zaczęłam z lubością podglądać różne stylizacje pokoi dziecięcych. Czasem zazdrościłam ich właścicielom, przeważnie jednak czerpałam z nich inspirację – zapamiętywałam kolory, wzory, tkaniny oraz wszelkiej maści kąciki, plakaty czy meble. Niewiele rzeczy wywołuje mój zachwyt jak właśnie dziecięce pokoiki. Muszę tu zaznaczyć, iż jestem raczej matką zrównoważoną i mojemu macierzyństwu, oprócz dużej dawki uczuć rzecz jasna, towarzyszy także (a może przede wszystkim) spora dawka zdrowego rozsądku. Nie trzęsę się nad swoimi dziećmi i raczej pozbawiona jestem na ich punkcie nadopiekuńczych obsesji czy innych toksycznych uczuć. Dlatego uważam, że na przeciw tego zdrowego rozsądku i równowagi, powyższe szaleństwo jawi się chyba dość niegroźne 😅 Przyznaję, że jeżeli chodzi o dziecięce wnętrza, to mogłabym godzinami wymyślać, urządzać i tworzyć. I na tyle, na ile pozwala mi budżet, czas i okoliczności – ciągle coś zmieniam, modyfikuję, przestawiam, upiększam itd. Cóż… każdy ma jakiegoś bzika 🤣

Wydaje mi się, że Julkowy pokój jest magiczny 😉 przynajmniej dla Niej, a o to przecież chodziło. Ciągle się w nim dzieje coś niezwykłego. Świat, który tam istnieje nie posiada absolutnie żadnych ograniczeń – Julka bywa w nim dosłownie kim chce i robi to, na co ma ochotę. Czasami, gdy przechodzę obok tego Jej świata, przypomina mi się moje dzieciństwo – równie magiczne co Jej teraz… Niejednokrotnie staję w drzwiach i obserwuję jak moja pierworodna spędza czas w swojej przestrzeni. Zupełnie jakbym widziała siebie jakieś 30-parę lat temu… Dlatego istotny jest dla mnie fakt, aby ta przestrzeń zawierała wszystko, co jest Jej potrzebne – coś dla edukacji, coś dla szalonych zabaw i rzecz jasna – coś dla odpoczynku.

Gdy Julka skończyła rok, otrzymała w prezencie namiot TeePee. To był szał! Uwielbia go zresztą do dzisiaj, a Jej młodszy brat również nie odstępuje tegoż przybytku na krok, gdy tylko uda się go ponownie rozstawić. Problem polega na tym, że pokój Julki nie chce się rozrosnąć, za to Jej potrzeby – jak to z dziećmi bywa – rosną w tempie szalonym 🙈 Pojawiła się większa komoda, nowe biurko, większe łóżko… i jakoś tak na namiot – ukochaną kryjówkę – zabrakło na co dzień miejsca (aczkolwiek nie jest zapomniany – w słoneczne dni rozstawiamy go na balkonie – ogrodu jeszcze się nie dorobiliśmy 😏). Julka – już coraz większa panienka – też zaczyna prezentować swoje gusta i guściki jeżeli chodzi o Jej pokój. I od jakiegoś czasu wspominała mi konsekwentnie o jednym marzeniu… mianowicie o baldachimie nad łóżkiem… I przyznam się Wam, że gdy pierwszy raz nieśmiało o nim powiedziała, to musiałam się powstrzymywać od szalonego okrzyku radości i uspokoić przyspieszone bicie serca 🙈😂 przecież to również był mój obiekt westchnień, gdy byłam małą (a nawet trochę większą) dziewczynką.

Niedawno Julka skończyła 6 rok życia. Ukochany Wujek postanowił więc z tej okazji spełnić dziecięce marzenie i sprezentował dziecku wymarzony baldachim. Oj pisków radości było co nie miara, gdy paczka zawitała do domu 😄 Tata dzielnie wyczarował w suficie dziurkę, zamontował haczyk i tak oto nowy zamek naszej księżniczki zagościł w Jej pokoju. Dodatek stosu poduch i nasz piękny łapacz snów, dodają temu miejscu mnóstwo uroku, sprawiając, że nie tylko fajnie się tam śpi, ale i bawi, czyta, przesiaduje samotnie lub z bratem. Planujemy jeszcze dodać tam jakieś delikatne lampki w przyszłości, ale na chwilę obecną pokój już zyskał porcję delikatności i dziewczęcego uroku. Zresztą zobaczcie sami 😊

Cóż tutaj tłumaczyć – baldachim ma w sobie magię! Czaruje przestrzeń, w której się znajduje – przenosi dziecko (i nie tylko) w świat bajek, uruchamia dziecięcą wyobraźnię, nadaje uroku i pozwala bezpiecznie schować się przed światem. Ma uniwersalne zastosowanie – sprawdzi się nad łóżeczkiem zarówno dziewczynki, jak i chłopca, oraz samodzielnie – np. powieszony nad matą lub kocykiem, gdzie stworzy idealny kącik zabaw. W lato natomiast można go zabrać do ogrodu i powiesić na gałęzi drzewa.

Sporo czasu zajęło nam znalezienie odpowiedniego baldachimu do królestwa Julki. Przede wszystkim chciałam, aby był z bawełny posiadającej odpowiednie atesty i certyfikaty – w końcu będzie służył Pierworodnej. Ponad to bardzo chciałam, aby materiał był dość cienki, przepuszczał powietrze, ale jednocześnie nie był przezroczysty. To z kolei dość mocno podnosiło cenę. No i rzecz najważniejsza – baldachim miał się przede wszystkim podobać jego przyszłej właścicielce 😉 Wszystkie powyższe kryteria spełniła SenLove Fabryka Przytulności. Baldachim jest bardzo starannie odszyty, posiada piękny kolor, i co fajne – został tak zapakowany, że po wyjęciu absolutnie nie trzeba było go prasować – był gotowy do powieszenia 🙂

Radość dziecka jest bezcenna 😍 Julka chętnie spędza czas w swoim zamku, odpoczywa tu, czyta oraz śni piękne sny…

Jak Wam się podoba?

Pozdrawiamy!

M. i J.

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *