Chciałabym mieć prawo wyboru…

Gdy powstał ten blog, obiecałam sobie, że nie będę wypowiadała się w sprawie aborcji ponieważ ten temat jest bardzo skomplikowany i zbyt rozległy, aby zająć w nim jakieś jednoznaczne stanowisko. Jednak od paru dni zwyczajnie nie mogę przestać o tym myśleć. Bardzo się staram się i nie mogę… szczególnie od momentu, kiedy to nowy projekt obywatelski ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne w Polsce zyskał silne poparcie rządu, w związku z czym ma ogromne szanse wejść wkrótce w życie.

Projekt ww. ustawy przewiduje całkowity zakaz aborcji – również w przypadku ciąży będącej wynikiem gwałtu, kazirodztwa lub czynu zabronionego (gdy w ciążę zachodzi dziewczynka poniżej 15 roku życia) oraz w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia lub letalnych wad płodu. Co więcej, taka ustawa w praktyce uniemożliwi wykonywanie zabiegów in vitro i badań prenatalnych, a także przewiduje kary dla kobiet, nie tylko za przerwanie ciąży, ale także za „umyślne lub nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka poczętego”.W jakim zakresie naprawdę wejdą te pomysły w życie ciężko ocenić, jednak już samo ich istnienie budzi we mnie strach… 

Kiedy płód staje się człowiekiem?

Tego nie wiem… i absolutnie nie daję sobie prawa rozstrzygania tego problemu. Uważam jednak, że wszelkie dyskusje na ten temat prowadzą donikąd i nie doprowadzą nigdy do jedynie słusznych wniosków, bowiem podszyte są ideologią – niezależnie od tego, czy nazwać tę ideologię wiarą w Boga, czy też wiarą w naukę. Takich wniosków, moim zdaniem, w tej kwestii po prostu nie ma. Ponadto w takich „dyskusjach”, z czasem najgłośniej wypowiadają się skrajni ekstremiści, czemu jestem przeciwna, gdyż oni są niebezpieczni w każdym temacie. Spór o aborcję, trwający w Polsce od ponad 20 lat, nie wydaje się zatem bliski rozwiązania. Mój pogląd na to, czy płód jest zlepkiem komórek, czy człowiekiem, nie ma tu najmniejszego znaczenia. Jednak każdy ma prawo do własnego sądu, a przynajmniej mieć je powinien. Ten mętlik w głowie dotyczący aborcji jest bardzo powszechny… Zgodnie z szerzoną od lat przez środowiska fundamentalistyczne propagandą antyaborcyjną, zabójstwo człowieka na wojnie może być usprawiedliwione, zaś usunięcie ciąży, czyli w tejże terminologii „zabójstwo życia poczętego” nie da się niczym usprawiedliwić. Czy zabójstwo dziecka poczętego jest dla przeciwników aborcji czymś straszniejszym, niż zabójstwo żywego człowieka? – w tym śmierć kobiety w wyniku porodu, bowiem kobieta ciężarna – w hierarchii wartości głoszonych przez środowiska przykościelne – stoi niżej niż dziecko poczęte, a zatem jej życie w przypadku konfliktu można poświęcić dla ratowania płodu…

Nie bądźmy królami cudzych sumień

sumienie

Może Was zaskoczę, ale zdecydowana większość polskiego społeczeństwa dopuszcza usuwanie ciąży w określonych przypadkach, co nie przeszkadza wielu jednocześnie określać się jako przeciwników aborcji. Częściej niż myślicie, daje się zaobserwować wysoką tolerancję dla własnych wyborów życiowych, w tym dla przerwania własnej ciąży, czy ciąży osoby bliskiej w przypadkach uznanych subiektywnie za oczywiste i usprawiedliwione. Rozumiem tych, dla których płód, od momentu poczęcia, jest człowiekiem. Mają prawo do takiej oceny, tak jak identyczne prawo mają ci, którzy płód uważają za zlepek komórek. Rzeczą, której nie potrafię zrozumieć, jest uzurpowanie sobie prawa do decydowania o czyimś losie, czyichś wyborach, do podejmowania za kogoś decyzji, do „troski” o czyjeś sumienie. Moim zdaniem, większość kobiet, które stają przed decyzją: usunąć ciążę czy nie, staje przed najpoważniejszym i jednocześnie najstraszniejszym wyborem w życiu. Już samo rozważanie tej kwestii jest dramatem (!) Ludzie myślą: idzie dziewczyna na dyskotekę, zachodzi w ciążę, a potem chce usunąć. Jak usunięcie zęba. A to wcale nie jest tak. Za każdą aborcją stoi jakiś dramat, który najczęściej wynika z innego dramatu. Nie mogę się zatem zgodzić z twierdzeniem, że osoby domagające się liberalnej ustawy aborcyjnej są „zwolennikami aborcji”- jest to nadużycie. Żadna kobieta, nie chce mieć aborcji! Zdecydowana większość decyzji o usunięciu ciąży to decyzje o tym, czy podołam psychicznie i/lub fizycznie i/lub finansowo w opiece nad chorym dzieckiem? Czy będę w stanie kochać i opiekować się dzieckiem, które jest wynikiem gwałtu? Czy będę w stanie kochać dziecko, którego nie chciałam?  To ludzkie dramaty, których nie ma prawa rozstrzygać ktoś niedotknięty danym problemem. Nikt (!) nie jest w stanie stwierdzić, jak się zachowa w danej sytuacji, dopóki sam się w niej nie znajdzie! (mimo, że wydaje mu się, iż ma wyrobiony pogląd na ten temat – wiem z własnego doświadczenia – kiedyś życie postawiło mnie w trudnej sytuacji /aczkolwiek temat nie dotyczył ciąży/ i chociaż od lat powtarzałam sobie, co bym zrobiłam w takim momencie – postąpiłam zupełnie inaczej…). Także nie sądź, dopóki sam nie doświadczysz, a nawet wówczas nie uzurpuj sobie do tego prawa. Bo ludzie się różnią. Jeden zniesie więcej, drugi mniej. I to wcale nie oznacza, że ten drugi jest gorszy, a tym bardziej mniej wartościowy. Jest zwyczajnie inny. 

Nie da się zredukować liczby aborcji za pomocą surowych zakazów prawnych

Według mnie istotna różnica między przeciwnikami aborcji i zwolennikami prawa do niej dotyczy kwestii statusu płodu. Przeciwnicy aborcji twierdzą, że płód jest całkowicie ukształtowanym człowiekiem, tylko trochę mniejszym, któremu przysługuje pełnia praw (a nawet więcej – dziecko poczęte – z racji swojej bezradności ma być chronione lepiej niż człowiek urodzony). Z kolei druga strona uważa, że kwestia człowieczeństwa płodu nie jest rozstrzygnięta w sposób naukowy, bowiem nauka nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kiedy zaczyna się człowiek. Czy nie jest tak, że doktryna „prawa naturalnego” jest wyłącznie religijnej natury i nie ma żadnego sensu bez pojęcia Boga-prawodawcy? Zwolennicy praw kobiet są zatem kategorycznie przeciw restrykcyjnym regulacjom prawnym, które są oparte na dogmatach wiary katolickiej i które trudno uznać za prawdę obiektywną. Zarówno prawo oparte na fundamentach religijnych, jak i ingerencja Kościoła rzymsko-katolickiego w stanowienie prawa jest naruszeniem zasady rozdzielenia państwa od Kościoła oraz pluralizmu światopoglądowego, bowiem prawo musi obowiązywać wszystkich bez względu na przekonania. Polski prawodawca nie ma więc prawa się do niej odwoływać, gdyż konstytucja wyklucza, aby prawo wyznaniowe było źródłem prawa stanowionego. Restrykcyjne regulacje prawne wyeliminują jedynie dostęp do aborcji najuboższym kobietom, z powodu wzrostu cen zabiegów oraz doprowadzą do dramatycznego wzrostu liczby zgonów z powodu źle przeprowadzonych zabiegów oraz zbyt późno (bądź) wcale niepodjętych decyzji o interwencji chirurgicznej w przypadku ciąży pozamacicznej i innych zagrażających życiu kobiety powikłań. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i powinniśmy sobie zadać pytanie: o co tak naprawdę chodzi w tej kolejnej drace o ustawę antyaborcyjną? Czy rzeczywiście prawdziwą intencją jest życie nienarodzonych Polaków? Polska to nie Szwecja, urodzenie człowieka z zespołem Downa to nie wygrany los na loterii, lecz w naszej rzeczywistości – niestety – skazanie rodziców, a zazwyczaj matki, na niewyobrażalne cierpienia, ostracyzm towarzyski i wykluczenie społeczne. Kogo w tym kraju interesuje tak prawdziwie, szczerze i od serca, los narodzonych, ciężko chorych, zazwyczaj wegetujących i przy tym cierpiących ludzi? Gdzie są, poza największymi miastami, ośrodki rehabilitacyjno-wychowawcze, gdzie daleko idąca pomoc rodzinie, gdzie pracownicy socjalni, dający rodzicom choćby jeden wolny dzień w tygodniu? Gdzie praca nad zmianą postrzegania w polskim zapyziałym światku kalekich intelektualnie dzieci, że to nie zrobione po wódce matoły? Urodzenie ciężko kalekiego człowieka, to z zasady przerwanie pracy zawodowej matki, skazanie na biedę, załamanie psychiczne, brak perspektyw… gdzie są wówczas Ci obrońcy życia, kiedy rodzic nie ma co do garnka włożyć, bo nie jest w stanie podjąć pracy z uwagi na potrzebę opieki nad osobą niezdolną do jakiejkolwiek samodzielności?

Edukacja seksualna

sex_edukacja

Przeciwnicy aborcji podnoszą, iż edukacja seksualna i tania, łatwo dostępna antykoncepcja prowadzą do rozwiązłości i traktowania aborcji jako formy antykoncepcji. Taki negatywny stosunek do tego tematu, jest wg mnie głęboko osadzony w przekonaniach religijnych i wiąże się ściśle ze stosunkiem do wyborów życiowych jednostki, bowiem potrzeba korzystania z antykoncepcji czy edukacji seksualnej oznacza akceptację oddzielenia seksu od prokreacji, co jest sprzeczne z doktryną kościelną. Tymczasem – jak wynika z doświadczeń przeróżnych państw na świecie –  jest zupełnie odwrotnie. Edukacja seksualna uczy kultury i odpowiedzialności seksualnej oraz kontrolowania własnej płodności, a dostępność antykoncepcji umożliwia tę kontrolę. Zwalczanie antykoncepcji i edukacji seksualnej w rzeczywistości prowadzi do większej liczby aborcji z powodu zwiększenia się liczby niechcianych ciąż. Aborcji najwięcej jest w krajach, gdzie edukacji seksualnej nie ma, antykoncepcja jest trudno dostępna, a prawa kobiet są deptane. Nauki kościoła są dla mnie w niektórych dziedzinach niezrozumiałe – kobiety powinny rodzić, nawet wtedy kiedy tego nie chcą, ale „karze” te, które pragną dziecka wszelkimi metodami (czyt. in-vitro).  

Przeciwnicy liberalnej ustawy aborcyjnej często nie widzą różnicy między przyszłą matką poddającą się zabiegowi aborcji, a świadomym mordercą… 

O ile bowiem zwolennicy prawa do aborcji są zdolni do tolerowania przekonań przeciwników aborcji, o tyle ci drudzy do tolerancji zdolni już nie są. Ja osobiście jestem w stanie tolerować poglądy innych (nie zależnie od tematu refleksji), bowiem uważam, że każdy ma prawo do własnych rozważań i egzystencji. Co więcej uznaję, że każdy ma prawo żyć w zgodzie z nimi. Ostatecznie po to walczyliśmy o wolność, aby każdy mógł sobie wierzyć, w co chce, i mówić, co chce. Tymczasem – zazwyczaj w przypadku zdania odmiennego, często można się spotkać się z podejściem, iż tolerancja to nic innego, jak lekko zakamuflowany totalitaryzm… Takie jednostki nie są w stanie tolerować światopoglądu odmiennego od tego, który sami wyznają. Co więcej – nie potrafią wyrazić zgody na to, byśmy żyli w zgodzie z naszymi przekonaniami. A niestety – w atmosferze narastających kontrowersji światopoglądowych nie dojdziemy do żadnego porozumienia bez woli dyskusji, bez akceptacji własnych odmienności i prawa ludzi do decydowaniu o swoim życiu i swoich światopoglądzie. Pamiętajmy, że ludzie się różnią. Nie widzę powodu, dla którego większość powinna mieć prawo do decydowania za mniejszość. I na odwrót. Jesteśmy wolni, mamy prawo do decyzji. Ze wszelkimi ich konsekwencjami.

I niech nikt mi nie mówi, że angażuję się w niepotrzebne wojenki ideologiczne, które nikogo nie interesują. To są sprawy, które mogą dotyczyć bezpośrednio mnie – mojego zdrowia i życia. Nie umiem ocenić, jakbym się zachowała w sytuacji, w której byłabym zmuszona rozważyć taki dylemat. Nie mówię, że usunęłabym ciążę, ale nie mogę też jednoznacznie stwierdzić, że na pewno tego nie zrobię. Ja po prostu tego nie wiem! I jeżeli już znalazłabym się w takiej rozpaczliwiej  – chciałabym samoistnie dokonać oceny sytuacji… chciałabym  mieć prawo wyboru.

M.

 

zdjęcie tytułowe
Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *