Czego sobie i Wam życzę na Nowy Rok?

W sieci pojawia się coraz więcej wpisów i artykułów dotyczących noworocznych postanowień… Dla mnie jednak zakończenie starego roku i wejście w nowy to tylko jeden z kolejnych wieczorów (trochę bardziej hucznych), a nie wydarzenie, które ma zmienić moje życie 😉 Nie robię więc postanowień noworocznych (po pewnym czasie zwyczajnie o nich zapominam). Zdecydowanie wolę mniejsze cele i przypisane im konkretne działania, które planuję z wyprzedzeniem.

Absolutnie nie mam pojęcia czym mnie zaskoczy nadchodzący rok 2018, ale mam pewną wizję tego jak chciałabym, żeby wyglądał…

Przede wszystkim marzę o tym, aby być spokojną i ze wszystkim zdążać na czas, aby nie brać na siebie więcej, niż mogę udźwignąć, aby mieć więcej czasu dla rodziny i przyjaciół, aby rozwijać swoje pasje… Zauważyłam, że ostatnio byłam zbyt spięta, zestresowana, zabiegana i zmęczona. Ogarnianie dziecięcych żądań, domu, pracy, bloga i ogólnie pojętego życia daje w kość. Bywają takie dni, kiedy odnoszę wrażenie, że jednak tego wszystkiego nie ogarniam. I wiecie co? Mam dość wytykania sobie, że nie zdążyłam zrobić rzeczy, które zaplanowałam…  Bez wątpienia należę do osób wielozadaniowych i narzucam sobie bardzo dużo… i raczej się to nie zmieni. Zwyczajnie lubię jak dużo się dzieje i muszę być w ciągłym ruchu… Jednak chcę nauczyć się zatrzymać lub przynajmniej zwolnić tempo. Chcę więcej i lepiej odpoczywać, nie poddawać się presji czasowej, nie oglądać się na innych i pomyśleć czasem tylko o sobie. Tak – chcę być spokojna. Chcę skupienia na sobie i radości z tego co robię… Ostatecznie to, co dzisiaj mam, zostanie z mną na zawsze…

Chcę być także szczęśliwa… a do tego potrzebna mi jest obecność i zdrowie moich bliskich, wewnętrzny spokój i radość z małych rzeczy, które mają miejsce każdego dnia… Nie chcę więc przejmować się pierdołami, nie chcę zadręczać się negatywnymi myślami, a przede wszystkim nie chcę otaczać się ludźmi, którzy nie są tego warci. Będę słuchać swojego wewnętrznego głosu i podążać własną drogą. W końcu to ja jestem odpowiedzialna za swoje życie i nie chcę, aby inni o nim decydowali, je oceniali, a tym bardziej kształtowali… Czas wprowadzić w życie zasadę dotyczącą oddzielania rzeczy na prawdę istotnych od tych, co tylko za takie chcą uchodzić…

Chcę być spełniona… a czym jest dla mnie spełnienie? To chyba subiektywne poczucie szczęścia, zadowolenia z tego jak żyję, kim jestem, co robię, również subiektywne poczucie sensu tego co robię. To nie tylko satysfakcjonująca praca i imponująca kariera zawodowa czy udane i radosne macierzyństwo. To znalezienie równowagi między sferą zawodową i prywatną ze wszystkimi jej aspektami. I to chyba najtrudniejsza ze sztuk, którą od lat próbuję opanować… z różnym skutkiem 😉 Godzę się z tym, że na najbliższe kilka lat mój plan na życie musi być zwyczajnie prosty. Cóż… nie zdobędę żadnych szczytów, raczej nie zdobędę pakietu nowych umiejętności, nie zrobię też zawrotnej kariery, nie zobaczę wielu nowych miejsc i nie będę mieć też wielkich oszczędności, które mogłabym wydać na zachcianki. Wystarczy jednak, że nadal będę się uśmiechać, moje dzieci będą szczęśliwe, a mąż będzie mi bliski… Pogodzę się z tym, co mi przyniesie życie. Nie będę chciała więcej, szybciej i dłużej. Nie będę się ganić za bałagan w domu, a cieszyć z tego, że pachnie w nim ciastem 🙂 Będę zwyczajnie cieszyła się moim życiem, a nie żyła fantazjami. I będę gorliwie prosić, aby nic nie zmieniło się na gorsze. Zatrzymam się każdego dnia choć na moment, po to tylko, żeby utrwalić piękne chwile…

I tego wszystkiego sobie w Nowym Roku życzę… I Wam również…

Szczęśliwego Nowego Roku!

Pozdrawiam

M

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *