Czy nauka bez lekcji i bez ocen jest możliwa? Słów kilka o szkołach demokratycznych.

Szkoła i edukacja w Polsce budzą wiele obaw i kontrowersji – szczególnie pomysł posłania do niej sześciolatków (co zupełnie zaskoczyło Ministerstwo Edukacji Narodowej). Rodzice coraz częściej protestują. Dlaczego? Hmm…  Być może dlatego, że zarówno oni, jak i same dzieci oczekują, że będzie ona bezpiecznym i przyjaznym miejscem, inspirującym do rozwoju i zapewniającym dobre przygotowanie do dorosłego życia. Realia pokazują jednak, że często jest to miejsce, w którym dziecko po raz pierwszy spotyka się z nudą, brakiem zrozumienia, a nawet agresją, gdzie najbardziej wartościowa jest dla nich przerwa…

Czy dzisiejsze szkoły potrafią zachęcić do nauki?

Bez wątpienia dzieciaki spędzają w szkole ogromną część swojego dzieciństwa. Zastanówcie się zatem nad pewną kwestią – gdybyśmy wszyscy – jako społeczeństwo, zaczęli traktować dowolną grupę ludzi w sposób, w jaki traktujemy nasze dzieci, podniosłyby się zaraz głosy, że to jawne łamanie praw człowieka… Tymczasem, prawa dziecka do samostanowienia oraz decydowania o najważniejszych dla niego kwestiach, takich jak prawo do szacunku czy możliwość swobodnego wyrażania zdania, łamane są każdego dnia… najczęściej w szkole… Nauczyciele decydują o sposobie wprowadzania materiału i organizacji życia w klasie. Archaiczny system oparty na opresyjnej dyscyplinie, wkuwanie na pamięć zamiast praktycznych zajęć, słabo wyposażone szkolne pracownie, brak opieki psychologicznej dla uczniów – długo by wymieniać z jakimi problemami boryka się polskie szkolnictwo. A dzieci? Dzieci próbują się w tym całym systemie odnaleźć. Nie chcę Was tu wpędzać w jakieś straszne poczucie winy, oj nie. Na usprawiedliwienie powiem Wam, że tak się czyni na całym świecie. Dlaczego? Bo takie są społeczne oczekiwania, stereotypy, przestarzały system edukacyjny i przede wszystkim autorytarne nurty rodzicielstwa… Zadajcie więc sobie teraz pytanie: Czy w dzisiejszych czasach możliwe jest stworzenie szkoły rozumianej jako zdecydowanie przyjaznej przestrzeni swobodnego rozwoju, przeznaczonej na poszukiwanie samego siebie?

szkoła_demokratyczna

Uczę się bo muszę… I w związku z tym nie mam już siły i czasu na rozwój… 

Znacie zasadę 3Z: zakuć, zdać, zapomnieć? Tak właśnie wygląda filozofia dzisiejszych uczniów, którzy żeby zdążyć z przeładowanym programem, muszą zaliczać i biec dalej bez żadnej refleksji nad wiedzą, którą właśnie przyswoili. Gdy młodzież po takim pędzie pseudo-nauki opuszcza szkolne mury – czuje się zwyczajnie zdezorientowana, bo nagle okazuje się, że nie istnieje żaden schemat, który wyznaczałby, jak mają żyć. Okazuje się, że trzeba żyć samodzielnie, a w dodatku trzeba samodzielnie myśleć… Nie wydaje się Wam, że szkoła uczy bezmyślnego wkuwania i podporządkowania się? A gdzie czas na rozwój, na odkrywanie prawdziwych pasji? Przedmiot za przedmiotem, lekcja za lekcją… Uczymy nasze dzieciaki wszystkiego – bez koncentrowania się na czymś konkretnym. Okazuje się, że doba jest za krótka (!) Dzieciom, które mają na co dzień do dyspozycji internet, gry edukacyjne, interaktywne muzea i wystawy, wtłacza się do głów wiedzę w postaci nudnych regułek do wykucia na pamięć. A prawda jest taka, że dzieci naturalnie lubią się uczyć, mają taką potrzebę, robią to nieustannie, w każdych okolicznościach. ponadto sama rzeczywistość jest zupełnie inna. Zyskujemy wiedzę ogólną, a tymczasem rynek pracy wymaga od nas konkretnych umiejętności. Nie wydaje Wam się, że przy tak bogatym spektrum różnorakich dziedzin nauki, wydaje się być abstrakcją argument, że wszyscy musimy przyswoić „zestaw”, który ktoś inny uznał za obowiązujący. Czyż nie jesteśmy różni? Cóż… wydaje się, że obecny system edukacji stworzono dla innej epoki. Tradycyjne podejście zabija kreatywność i prowadzi do standaryzacji – a powinniśmy chyba iść w przeciwnym kierunku. I coraz więcej rodziców w Polsce dostrzega te problemy. Problemy, które „opanowały” nasze szkolnictwo. Coraz częściej rezygnują z posyłania swoich dzieci do tradycyjnych szkół na rzecz edukacji alternatywnej, czyli prowadzonej poza szkolnymi murami – szkół demokratycznych.

Uczmy się życia, a nie szkoły

Czy wiecie, że słowo szkoła zostało zapożyczone z łaciny (schola) via niemieckiego (obecnie Schule, dawniej scoula), a jego korzenie tkwią w greckim schole? Co więcej – czy wiecie, że słowa te oznaczają w wolnym tłumaczeniu po prostu czas wolny? 🙂 Wolny od trosk i wysiłku towarzyszącego pracy, zarezerwowany dla samego siebie. Zaskakujące prawda? „Przedefiniowanie” sobie zatem współczesnego systemu edukacji w oparciu o powyższe sprawiło, że zaczęłam się interesować (już! bo przecież Młoda na szkołę ma jeszcze troszkę czasu) szkołami DEMOKRATYCZNYMI. A cóż to? Wydawałoby się, że zestawienie słów szkoła i demokracja jest lekko szokujące. A jednak… i to się sprawdza! Demokratyczność szkoły rozumiana jest jako sposób zorganizowania jej życia w oparciu o poniższe zasady:

  • przekonanie, że człowiek ma naturalną potrzebę poznawania świata
  • założenie, że dziecko potrafi pokierować swoim rozwojem
  • brak ocen, kar i nagród
  • brak typowego systemu lekcyjnego
  • nauczyciele – pasjonaci, gotowi podzielić się swoją wiedzą i zainspirować, nie narzucając swojego punktu widzenia
  • decyzje podejmuje cała społeczność szkolna – rodzice, uczniowie i nauczyciele
  • silnie rozwinięta kultura uczenia się przez całe życie
  • warunki do doświadczania odpowiedzialności za swoje decyzje i działania
  • brak sztywnych ram, kiedy dziecko “musi” opanować daną umiejętność
  • bogate, stymulujące otoczenie i materiały do nauki; warunki do realizowania pasji
  • przekonanie, że nauka jest naturalnym prawem człowieka, nie zaś obowiązkiem!

szkoła_demokratyczna

Jak widać nie ma tutaj przymusu, presji, czy braku zainteresowania – czyli rzeczy, które sprawiają, że uczenie się w szkołach tradycyjnych często staje się męką. Wbrew pozorom nie panuje w nich chaos, mimo że wiele osób poddaje w poważną wątpliwość zarządzanie szkołą przez dzieci.  Nie znajdziecie tam również dyskryminacji z powodu wieku, pochodzenia społecznego, opóźnienia w nauce czy zaburzeń zachowania, ani powodu, żeby dziecko uczęszczało na korepetycje – nie ma tam ocen i powtarzania klas. Nie ma również potrzeby uczęszczania na zajęcia dodatkowe po lekcjach – uczniowie przez cały dzień oddają się wyłącznie swoim (!) zainteresowaniom. To dzieci wspólnie z nauczycielami decydują o zasadach i prawach panujących w szkole, biorą odpowiedzialność za swoją edukację i dyscyplinę. Dorośli stanowią jedynie wsparcie i oferują swoją wiedzę oraz doświadczenie, z których uczniowie mogą skorzystać. I powiem Wam, że taka idea mnie porywa…

Wędka zamiast ryby

Gdybyście mogli uczyć się tylko tego, co was pasjonuje, to jak myślicie – jak ogromną wiedzę i umiejętności byście posiadali dzisiaj? Czyż nie byłoby tak, że w chwili opuszczania szkolnej ławki znalibyście siebie, mielibyście określone cele i wiedzieli, jak możecie do nich dążyć? Znalibyście w ogóle pytania: Co mam z sobą zrobić, jaki zawód wybrać? Szkoła demokratyczna stawia przede wszystkim na rozwój emocjonalny i społeczny, pozwalając na budowanie osobistego poczucia bezpieczeństwa dziecka. A to jest przecież podstawa do dalszego rozwoju intelektualnego (!) Dzieciaki rozwijają zdolności komunikacyjne, umiejętność podejmowania samodzielnych decyzji, współpracy i relacji w grupie. To pozwala z kolei na rozwój zainteresowań, kreatywnego myślenia i podejścia do problemów. Poznają siebie w aspekcie własnych możliwości.
szkoła_demokratyczna
Ta wolność na pewno nie oznacza anarchii – społeczność „szkolna” tworzy sama regulaminy, które są często bardziej rozbudowane niż w tradycyjnych placówkach. Jednak różnica polega na tym, że mamy większą motywacje do przestrzegania zasad, które się samemu ustanowiło.

Lekcja odpowiedzialności

Pomysł edukacji w szkole demokratycznej zapewne spodoba się wszystkim tym, którzy do tradycyjnej szkoły podchodzą krytycznie. Jednak trzeba pamiętać, że szkoła ta, w realiach polskiego systemu edukacji, nie zwalnia nikogo z obowiązku opanowania podstawy programowej. Konieczne jest zatem podejście w pewnym momencie edukacji do egzaminów klasyfikacyjnych. Ponadto rozważcie jeszcze jeden aspekt. Otóż oddanie dziecku wolności okazuje się być najtrudniejszą formą edukacji dla… rodziców. Chodzi o świadomość swoich oczekiwań. Tak – swoich – bowiem jeżeli oczekujecie, że w wieku siedmiu lat Wasze dzieci będą np. płynnie czytać, to może nie być projekt dla Was. Bo dziecko, które dostanie możliwość wyboru czasu, miejsca i trybu uczenia się, może do wieku lat siedmiu nie mieć w ogóle takiego planu. Może mieć plan budowania zamków z piasku…

Polska jest dziewiczym terenem w badaniach szkół demokratycznych. Na Zachodzie istnieją one od lat, a przebadani absolwenci dowiedli, że ich osiągnięcia w porównaniu do osiągnięć absolwentów szkół tradycyjnych w zasadzie niczym się nie różnią.  To nie znaczy, że są w zasadzie tacy sami – przeciwnie – wykazują się większym nonkonformizmem i niezależnością w procesie podejmowania decyzji. Lepiej radzą sobie w zakresie współpracy i są mniej nastawieni na rywalizację. Nie jest to jednak projekt dla każdego. Takie środowiska skupiają przede wszystkim ludzi otwartych na odmienność i zdobywanie nowych doświadczeń… Jesteście na to gotowi?

M.

P.S. Szkoły demokratyczne powstają coraz liczniej na całym świecie – w obu Amerykach, w Australii, Azji i Europie (m.in. w Wielkiej Brytanii, Holandii, Belgii i Austrii). Więcej informacji znajdziecie w poniższych linkach:

  1. Fundacja EDUKACJA DEMOKRATYCZNA – organizacja wspierająca ideę edukacji demokratycznej w Polsce.
  2. TRAMPOLINA – Pierwsza społeczna szkoła demokratyczna w Polsce
  3. SUMMERHILL – Pierwsza szkoła demokratyczna w na świecie
  4. Lista demokratycznych szkół w Polsce i na świecie www.edukacjademokratyczna.pl.
Show Comments
  • Agucha napisał(a):

    Dziękuję za tę refleksję nad naszym chorym systemem szkolnictwa. To, co dziś nazywamy szkołą, jest w zasadzie fabryką produkującą szarą masę baranków. Biegną po wytyczonych ścieżkach, utartych sposobach postępowania. W efekcie odnoszę wrażenie, że ci uczniowie, którzy opracowali sobie inne techniki dzialań, inne sposoby myślenia, nie są wcale dopingowani, a wręcz uciszani za swoje ‚dziwaczne’ pomysły. Świat zapomina, że to właśnie inne myslenie doprowadziło znanych geniuszy na szczyt. Pamiętamy o nich, uczymy o tych geniuszach w szkołach, ale rozkazując im siedzieć cicho i spokojnie w ławkach…do tego bojąc się, że dajac wolną rękę dzieciom – wejdą nam na głowę. Dzieci powinny mieć poczucie, że idą po kolejną lekcję, bo jej naprawdę potrzebują, bo tego chcą, i nie są do niej po raz kolejny zmuszane. Tylko tak naturalna ciekawość świata i kreatywność zostanie wykorzystana w procesie dydaktycznym tak istotnym dla większości rodziców (bo przecież nie jest ważne, co dziecko czuje i co uwaza, tylko ile umie….) Nie wydobędziemy tych cech na siłę .
    Ludzie nie wyobrażają sobie alternatywnej możliwości opieki i edukacji dzieci. A może by tak totalnie zlikwidować szkoły? Przenieść naukę – tę na poziomie zawodowym – np. do ośrodków przyzakładowych, które uczyłyby tego, co naprawdę potrzebne w danym zawodzie, zaoszczędzajac tym samym pieniądze łożone na budowanie kolejnych budynków szkolnych…które już od samego początku nie są przystosowane do zdrowego, normalnego rozwijania się człowieka. To tylko jeden z pomysłów. Kolejnym jest szkoła demokratyczna.
    To rozwiązanie jest o tyle genialne, że dzieci naprawdę partycypowane we wszystkich zakresach działalności społeczności szkolnej. Co ważne, taki absolwent jest świadomy, że „odbębnienie” jedynie obowiązku szkolnego zasiadając na laurach, z poczuciem wszechwiedzy i dośwadczenia jest totalnym nieporozumieniem. Musimy pamiętac, jak kluczowa jest postawa kształcenia ustawicznego, dokształcania się przez całe życie, a nie tylko w etapie dorastania. Świat idzie do przodu. Probujemy popychać dzieciaki, aby nadążały za światem. Jak jest – sama opisałaś najlepiej. Dzieci są przemęczone, próbuje im się wcisnać do głów wszystko w przeciągu ok.12 lat.
    Systemowe, publiczne szkoły są jak więzienia. Czują tak nie tylko dzieci oraz (niektórzy, ale zawsze :D) rodzice. Myślą tak też moje koleżanki pedagożki a także doświadczeni nauczyciele, którzy sami widzą potrzebę REWOLUCJI w szkole. Na ewolucję jest już za późno, czas na rewolucję. 🙂

    • marta napisał(a):

      Ta „refleksja” jak to ujęłaś Agucha to raczej sucha obserwacja tego co się dzieje nie tylko w szkołach, ale i w domach… oraz przede wszystkim własne doświadczenia. Ja akurat lubiłam się uczyć, jednak sama miałam dość często zwyczajnie dość – bo tego było po prostu za dużo… im dalsza klasa, im wyższy szczebel w tej naszej edukacji, tym coraz ciężej było mi znaleźć czas dla siebie samej… pęd życia poznałam właśnie w szkole. Zgadzam się z Tobą, że przydałaby się rewolucja – nie trzeba likwidować szkół, jednak trzeba mocno je zreformować, a u nas to jest chyba jeszcze nierealne…

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *