Historia jednego stroju i 3 Kobiet z 3 pokoleń

Przyznam szczerze, że to było dla mnie duże zaskoczenie 😅 Pewnego grudniowego popołudnia otrzymałam wiadomość od człowieka, który przestawiał jako redaktor poczytnego pisma. Wiadomość była krótka:

Dzień dobry. Na blogu Pań przeczytałem piękną historię o stroju karnawałowym, który na bal założyło już trzecie pokolenie. Czy mógłbym zrobić reportaż na ten temat, bo to cudna opowieść. Jestem dziennikarzem magazynów kobiecych. Pozdrawiam serdecznie .

Najpierw pojawił się uśmiech na mojej twarzy i myśl w głowie, że ktoś sobie chyba robi żarty. Akurat ciężko było mi uwierzyć, że naszym tematem zainteresował się dziennikarz jakiejś gazety. I w ogóle kto to? I jaka gazeta? I tak na serio?! Taki malutki blog? Ktoś – poza wiernym kręgiem fanów – to czyta?! Tym bardziej, że w ostatnim czasie – z uwagi na różne problemy z życia wzięte – dość mocno przystopowałyśmy z pisaniem. Biłam się z myślami dość długo – z jednej strony cieszyłam się, że docieram trochę dalej niż sądziłam z tymi tekstami, z drugiej zastanawiałam się, czy można traktować taką wiadomość poważnie. Pan redaktor oczywiście zostawił nr telefonu, ale jak można było zweryfikować człowieka, aby sprawdzić czy na pewno nie wpuszcza nas w przysłowiowe maliny? Zostawiłam te pytania gdzieś z tyłu głowy – zbliżały się święta Bożego Narodzenia i tym musiałam się wówczas zająć. Jednak Pan redaktor nie odpuszczał – pisał kolejne wiadomości z pytaniem, czy jest możliwe spotkanie, wywiad itd. Cóż… trzeba było się z tym zmierzyć – urządziłam debatę: współautorka bloga E., Mama i Pan Mąż – trzeba było temat przegadać.

Analiza sytuacji nie trwała długo 😅 nie mieliśmy zbyt dużo danych na temat osoby, która się do mnie zwróciła. Ustaliliśmy, że trzeba wybadać grunt – odpisać, dopytać, posprawdzać i znowu przegadać temat. Ostatecznie po uzyskaniu wielu informacji w kolejnym mailu – danych, które byłam w stanie zweryfikować – postanowiłam skontaktować się już telefonicznie z Panem Krzysztofem. I tak od maila do maila, telefonu do telefonu ustaliliśmy, że spotkamy się w nowym roku.

Dobranie terminu spotkania też nie było takie łatwe – wszyscy zajęci, plany – przynajmniej u mnie na 3 miesiące w przód (w grę wchodził raczej weekend), ale udało się. Do spotkania doszło w Orsoli – jakoś ciągle lubimy ten klimat kawiarni 😉 Pan Krzysztof okazał się przesympatycznym człowiekiem – Julka również go polubiła – wielki Pan z wesołym uśmiechem i długą brodą zapunktował u niej w 3 sekundy proponując na przełamanie lodów…. lody 😆 My zasiedliśmy przy aromatycznej herbacie i zaczęłyśmy z Mamą swoją opowieść.

Powiem Wam, że to spotkanie było dla nas bardzo miłe i zaskakujące. Zakasujące dlatego, że nieoczekiwanie gdy tak opowiadałyśmy z Mamą historię naszego życia po części – ogarnęło nas wielkie wzruszenie. Poleciało trochę łez, ale tych szczęśliwych. Było też sporo śmiechu. Wspominałam swoją najukochańszą Babcię (której nadal mi często brakuje), rzecz jasna Mama swoją Mamę, opowiadałyśmy o tym skąd w ogóle wiązł się ten strój, jak to kiedyś było niełatwe zorganizować materiał (a tu jeszcze aksamit!), tasiemki, koraliki. Ile czasu Babcia musiała poświęcić na samo szycie stroju… i jaką miała odwagę, że się na to porwała – uszycie czegokolwiek wg mojej Mamy jest porównywalne do zdobycia najwyższego szczytu w górach w podskokach i bez zadyszki 😂 Ale toi chyba wynika z faktu, że moja mama posiada inne ciekawe zdolności – te manualne odziedziczyłam po Babci ja 😜 (podobno to tak lubi przechodzić co 2 pokolenie). Ale jakby nie patrząc – my z Mamą miałyśmy już zdecydowanie łatwiej – wystarczyło wyjąć strój z szafy, odświeżyć i już.

Przegadaliśmy o tym i o nas z Panem redaktorem ponad 3 godziny. W czasie rozmowy uświadomiliśmy sobie wszyscy, że ten strój ma już pół wieku! 😱 I powiem Wam, że bardzo się cieszę, że moja Babcia go zachowała, że to samo uczyniła moja Mama… i że teraz jest on (z pietyzmem – a jak!) przechowywany w mojej szafie. Cieszę, że kiedyś – przeglądając zdjęcia z pudła natknęłam się na to mojej mamy, a później na swoje w wieku przedszkolnym. Do dzisiaj pamiętam ten zachwyt nad tym, że po pierwsze moja Mama ma tak piękne zdjęcia (robione u fotografa) i w dodatku w tym stroju, w którym sama balowałam w przedszkolu. Już te 20 lat temu wydawało mi się to świetne i cudowne, mimo, że w głowie nawet nie zakiełkowała mi myśl, że może kiedyś i moja córka będzie mogła go założyć (no w wieku nastu lat raczej myśli o własnej rodzinie i dzieciach są bardzo odległe). Ta rozmowa sprawiła, iż dotarł do mnie fakt, że to co kiedyś odkryłam na zdjęciach – jest naprawdę rzadko spotykaną historią – jak nie jedyną w swoim rodzaju. Nie znam nikogo, kto mógłby się pochwalić taką pamiątką. I rzecz jasna nie o sam strój tu chodzi, mimo, że to on jest osią całego tego wydarzenia, ale przede wszystkim o fakt, że jest to super historia mojej rodziny – historia Kobiet z 3 pokoleń (!), przy czym czwarte już podrasta, aby nieść ją dalej 😍

Efektem tego spotkania jest reportaż w dwutygodniku Przyjaciółka (nr 5/2019). Pamiątką z tego spotkania na pewno są fajne zdjęcia, które wrzucimy do rodzinnych albumów 😊

Fot. Krzysztof Rajczyk

Fot. Krzysztof Rajczyk
Fot. Krzysztof Rajczyk

Fot. Krzysztof Rajczyk

Fot. Krzysztof Rajczyk

Nasza historia dowodzi, że pamiątki rodzinne mogą występować pod różną postacią. I warto się zastanowić kila razy przed ich wyrzuceniem. Często bowiem niosą one ze sobą nie tylko ciekawe historie rodzinne, ale przede wszystkim pamięć o osobach, których z nami już nie ma…

Tymczasem zapraszamy do lektury – gazeta powinna jeszcze być w kioskach.

Pozdrawiamy!

M. i J. i Mama 😉

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *