Matka to nadal Kobieta – jej świat nie kończy się na macierzyństwie

Z chwilą, kiedy kobieta zostaje matką, w jej życiu zmienia się prawie wszystko. Zyskuje nową tożsamość, zaczyna wypełniać nową rolę i pragnie, aby jej macierzyństwo było czasem pełnym szczęścia, spełnienia i radości… To wszystko jednak niesie ze sobą wiele (często nieoczekiwanych) trudności…

Czy matka wciąż jest kobietą?

To pytanie wcale nie jest tak nonsensowne, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, a odpowiedź – niekoniecznie oczywista. Zwłaszcza na początku macierzyństwa Kobietom trudno odnaleźć się  w nowej roli. Częstokroć nie potrafimy określić, jakie jesteśmy i jakie chcemy być. Media, lekarze, rodzina, przyjaciółki, dosłownie wszyscy bombardują nas różnymi – ba! często sprzecznymi – wyobrażeniami na temat tego, jaka powinna być Matka idealna. A powinna być asertywna i stawiająca granice, przy jednoczesnym wychodzeniu naprzód wszystkim potrzebom dziecka. Powinna poświęcać dziecku czas i jednocześnie rozwijać się zawodowo. Powinna być ekomamą, ale nie spędzać czasu w kuchni i przy pieluchach… Realne? Może Was zaskoczy moja odpowiedź – owszem realne, ale przy poniesieniu ogromnych kosztów – nierzadko osobistych. Kobiecie trudno jest odkryć to, czego naprawdę pragnie i w efekcie usiłuje sprostać wszystkim (dosłownie) oczekiwaniom z zewnątrz. Gdy rozpoczyna swoją przygodę z macierzyństwem, dopada ją zazwyczaj syndrom rezygnowania z własnej kobiecości. Czemuż się dziwić, taki model częstokroć wynosi z własnego domu – tego nauczyły nas ostatecznie nasze matki, które swoje macierzyństwo realizowały najczęściej w pojedynkę, z nieobecnym, wiecznie zapracowanym, zmęczonym mężem w roli drugoplanowej.

Po pierwsze KOBIETA!

Gdy na pierwszy plan wysuwa się rola matki, kobiety często automatycznie odrzucają (świadomie lub nie) role, w których dotychczas funkcjonowały, budując swoją nową tożsamość. Wiadomo, że tryb życia kobiety jest podporządkowany dziecku, ale zostanie matką nie oznacza, że ma się ona do końca wyrzec doświadczeń wynikających z innych ról, ponieważ z czasem będzie jej ich zwyczajnie brakować…

Osobiście dość długo zajęło mi zrozumienie faktu, iż mój świat nie kończy się na macierzyństwie. Gdy na świecie pojawiła się Julka zapragnęłam rzucić jej do stóp cały świat. Chciałam dać jej dosłownie wszystko. A w tym „wszystko” zawierała się zarówno matka szalona, która nauczy się jeździć na deskorolce, jak i ta ciepła i troskliwa, która zarwie noc, piekąc tort na urodziny… Rzeczywistość – jak to bywa w życiu – zweryfikowała moje poglądy i plany – nie da się mieć wszystkiego (jak nie doświadczysz to nie uwierzysz, chociaż ta prawda jest stara jak świat). Często porównywałam się z innymi matkami (pewnie większość z Was tak ma), aż w końcu wpadałam w pułapkę własnej frustracji. A trudno jest znaleźć szczęście, jeśli szuka się go w takiej krainie… Ciągłe dążenie do perfekcjonizmu za aprobatą sprawiło, że w pewnym momencie na to wszystko zwyczajnie zaczęło brakować mi czasu. Ostatecznie – chcemy czy nie – doba ma tylko 24 godziny. W końcu się otrząsnęłam. Z oporami, ale jednak – zaczęłam dostrzegać świat wokół siebie, który zawsze tan istniał, tylko ja go na jakiś moment pozostawiłam za sobą. Mój kobiecy świat. Przecież jestem Kobietą! Nie tylko Matką, ale Żoną, Kochanką, przyjaciółką, pracownicą, marzycielką i zwariowaną osobowością. W końcu to moje życie – bogatsze o Julkę, ale nadal moje. I to od mojego szczęścia najwięcej zależy 🙂

Naucz się prosić o pomoc. Nie bądź idealna – dogoń samą siebie!

Kiedyś kobiety musiały tylko dobrze dbać o dom i rodzinę. Dziś łączą wiele różnych obowiązków. Dlatego są tak sfrustrowane i przemęczone. Wiele z nas ma (teoretycznie) świadomość tego, że znalezienie chwili dla siebie jest dla nas ważne i może przynieść zbawienne skutki dla zdrowia i równowagi psychicznej. Jednocześnie mamy potężne opory przed poproszeniem kogoś o pomoc w opiece nad dzieckiem, byśmy mogły wyjść z domu bez niego, dla własnego widzi mi się, np. na spacer czy na drinka z koleżankami. Jeśli wychodzisz z domu, bez dziecka – jesteś złą matką. Jeśli trenujesz jogę, pilates czy szlifujesz język obcy na intensywnym kursie, albo – o zgrozo – wyjeżdżasz na weekend z koleżankami, a twoje dziecko zostaje w tym czasie w domu – jesteś złą matką. Bo jeżeli już musimy zatrudnić tę opiekę, to przecież tylko z istotnych powodów – praca, zarabianie pieniędzy itd. A i tak często-gęsto, jeżeli idziesz do pracy – jesteś złą matką. A gdzie jesteśmy My i nasz relaks?  Nie potrafimy również wprost poprosić o pomoc naszych partnerów, gdyż pozostawienie dziecka na rzecz zadbania o siebie często wiąże się z poczuciem winy, niezrozumieniem otoczenia i strachem przed oceną. Również tą, która pojawia się wyłącznie w naszych głowach.

– Może coś ze mną jest nie tak? – pytasz samą siebie. A może po prostu daj sobie szansę, bo bycie mamą to nie odgrywanie roli Matki Polki. To przede wszystkim dawanie dziecku tego, co najlepsze, ale najlepsze Twoim zdaniem i tego, co ty potrafisz najlepiejZamiast uganiać się za kreacją matki zbudowanej z wyobrażeń, wpisującej się we wszystkie wymagania twoich bliskich, koleżanek i tej, która będzie obiektem ogólnej zazdrości, dogoń samą siebie. Buduj i twórz z tego, co masz, zamiast marzyć o nieosiągalnym i niepasującym do ciebie sobowtórze. Nikt z nas nie jest wszechmocny. Jeśli myślisz, że inna jest lepsza – zapytaj siebie: dla kogo lepsza? Jeżeli nie dajesz rady – powiedz to głośno. Poproś o pomoc. Po prostu odpuść.

Matko – pomyśl (tylko) o sobie!

Znajdź swoje miejsce w świecie. Nie czekaj! I nie miej wyrzutów sumienia! Każdy z nas potrzebuje różnorodności, wolności i poczucia bycia odrębną istotą (nie tylko dzieci). Każdy też potrzebuje równowagi i czasem… ucieczki. Realizuj więc plany i marzenia – jak trzeba to w samotności. Zerwij z siebie łatkę Matki Polki i wyślij ją na księżyc 😉 Nie będziesz za nią tęsknić  uwierz mi. Pozwól sobie na przyjemności. Oczywiście łatwiej to powiedzieć, niż zrobić. Kiedy ostatecznie znaleźć czas dla siebie w codzienności, w której nie zawsze starcza nawet czasu na ugotowanie obiadu, i która jest wypełniona ciągłą opieką, wychowywaniem i zaspokajaniem potrzeb dziecka? To nie jest łatwe, ale konieczne i możliwe do zrealizowania. Mój (i tylko mój) świat, to poza Julką również:

  1. Nasz BLOG – to moja prawdziwa odskocznia. Uwielbiam pisać, chętnie dzielę się swoimi przemyśleniami. Bardzo mnie to odpręża. Pomimo, że piszę o dziecku, odrywa mnie to od codzienności. Lubię zaszyć się w ulubionym fotelu pod ulubionym kocem, mieć wszystko głęboko i tworzyć. Poza tym sygnały, jakie od Was dostaję są dla mnie jeszcze większym motorem do działania w tej sferze.
  2. Kawa i plotki z przyjaciółką – uwielbiam czasem oderwać swoje myśli od macierzyństwa i poplotkować. Tak zwyczajnie. O tym co mnie wkurza, co mnie cieszy, a co martwi. Miło wiedzieć, że ktoś Cię rozumie.
  3. Wolne wieczory – lubię pobyć tylko w towarzystwie męża.  Lubię mojego męża. Lubię być jego żoną pomimo, że czasami posłałabym go w cholerę.
  4. Wypad z przyjaciółkami – lubię też raz czasem zniknąć z domu wieczorową porą w celu resetu totalnego. Lubię z drinkiem w dłoni, w towarzystwie dzieciatych i niedzieciatych snuć się po parkiecie i czuć się kobietą.
  5. Samotny wypad na zakupy – o tak! Zarówno te dla siebie, jak te w zwykłym sklepie osiedlowym. Nawet wypad po bułkę bez dzieci jest jak odskocznia 😉

Oprócz tego, że jestem Matką, jestem też Kobietą. Macierzyństwu oddaję się w ponad 100%. Chcę być jak najlepszą matką, dlatego nie rezygnuję z życia „poza”, które mnie uszczęśliwia. Nie ma więc wyrzutów sumienia, gdy od czasu do czasu zajmę dziecko bajką, a sama w tym czasie wezmę prysznic czy po prostu poleżę na kanapie kopytkami do góry. Bo szczęśliwa i zrelaksowana Kobieta to szczęśliwa i zrelaksowana Matka.

Pozdrawiam

M.

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *