Rodzicielstwo bliskości – dziecko trzeba przytulać!

Współcześni rodzice bombardowani są tysiącami pomysłów na wychowywanie dziecka. Można nawet się pogubić w tych teoriach. Żyjemy w czasach wielkich przemian – z  jednej strony staramy się niczego nie przeoczyć, nie zignorować, a z drugiej – zaniedbujemy to, co ważne. A chodzi o to, by poszczególnym sprawom nadać wagę taką, na jaką zasługują. Kakofonia sprzecznych informacji i pomysłów na życie sprawia, że trudno się w tym połapać. Młodzi rodzice mają więc mętlik w głowie. Stawiane są przed nimi coraz większe wymagania, nie tylko zresztą w dziedzinie rodzicielstwa. Oprócz bycia aktywnym, świadomym, czułym, troskliwym rodzicem, mają pozostać efektywnym pracownikiem, partnerem, przyjacielem, podróżować, czytać, chodzić do teatru. Czujemy przymus bycia najlepszymi…

Nie przytulaj, nie noś, nie całuj, nie kołysz ….. bo się za bardzo do Ciebie przywiąże, bo je rozpieścisz… Znacie te złote rady?

Ja je wielokrotnie słyszałam, ale… nie słuchałam 🙂 I teraz się cieszę!  Kiedy moje dziecko płakało – podnosiłam je i przytulałam. Za każdym razem. Nakazywał mi to instynkt macierzyński oraz intuicja. Nie uznaję zasady, że dziecko musi się wypłakać. Natomiast głęboko wierzę w rodzicielstwo bliskości – chociaż kiedy Julka była niemowlęciem, nie wiedziałam nawet, że moje zachowania względem niej mają swoją nazwę i że pisze się o tym książki 😉 To zresztą jest dla mnie w rodzicielstwie bliskości najpiękniejsze: opiera się na naturalnej matczynej intuicji. A ta zawsze mówiła mi, że jeśli dziecko płacze, to znaczy, że czegoś potrzebuje i należy poświęcić mu uwagę. Przytulić, pocieszyć, zaspokoić potrzeby fizjologiczne lub emocjonalne.

Rodzicielstwo bliskości – co to takiego?

Termin jest nowy, ale idea stara jak świat. To zbiór metod wychowywania dzieci w taki sposób, by wyrosły na osoby stabilne emocjonalnie, gotowe do życia w społeczeństwie, „uzbrojone” w prawidłowe wartości, z wysokim emocjonalnym IQ. Filozofię tę wprowadził amerykański pediatra William Sears opierając ją w głównej mierze na teorii przywiązania, która mówi, że dziecko tworzy z opiekunami silną więź emocjonalną, mającą wpływ na całe jego przyszłe życie. Jeżeli na jakimś etapie jego rozwoju zabraknie mu bliskości, jego potrzeby zostaną ignorowane, a najbliższe mu osoby staną się niedostępne emocjonalnie, zaważy to na jego przyszłym życiu. Rodzicielstwo bliskości opiera się na kilku krokach, które mają na celu wytworzenie unikalnej więzi pomiędzy matką a dzieckiem. Ważne, by kobieta była odpowiednio przygotowana do ciąży, porodu i macierzyństwa, karmiła z miłością i szacunkiem, zapewniała dziecku zdrowy, bezpieczny sen, dbała o zaspokajanie jego potrzeby bliskości…  Jest tu też oczywiście miejsce dla taty. Oksytocyna wytwarzana jest nie tylko przez matkę i dziecko, ale także przez ojca, głównie w ostatnich tygodniach ciąży i tuż po porodzie. Natura zadbała bowiem o trwałość rodziny – kontakt fizyczny między wszystkimi jej członkami podnosi stężenie tego hormonu i wzmacnia poczucie więzi i odpowiedzialności rodziców. Nic nie stoi na przeszkodzie, by tata nosił swoje dziecko w chuście lub nosidle, tulił je i zaspokajał jego codzienne potrzeby. W rodzicielstwie bliskości rozpoznawanie potrzeb dziecka przychodzi rodzicom naturalnie. Dzięki bliskości i ciągłej obserwacji zachowania dziecka są w stanie szybko odczytać sygnały, jakie ono wysyła. Dziecko z kolei widząc, że jego potrzeby zostają zaspokajane, zaczyna ufać, że tak będzie zawsze, w związku z czym wysyła spokojne, coraz bardziej czytelne komunikaty. Porozumienie zostaje więc nawiązane bardzo wcześnie, co z pewnością przekłada się na siłę więzi pomiędzy maluszkiem i jego opiekunami.

Moc przytulania

Dotyk to najpierwotniejszy z naszych zmysłów. Od niego właśnie zaczynamy eksplorację świata. Zaczyna się rozwijać już w siódmym miesiącu naszego życia płodowego, na długo przed wykształceniem oczu czy uszu. Jest też – w sensie dosłownym – najrozleglejszym ze zmysłów. Najnowsze badania wykazują silny związek pomiędzy rozwojem niektórych struktur mózgu, a stylem wychowania dziecka. O znaczeniu przytulania, dotyku, bliskości fizycznej w prawidłowym rozwoju dzieci mówi się w medycynie i psychologii od jakiegoś czasu bardzo dużo. Dotykanie małego dziecka, przytulenie go, branie na ręce, na kolana, bujanie, to najbardziej naturalne i najwłaściwsze oznaki naszej bliskości, miłości, troski. Wrażenia dotykowe są przecież tymi, które w sposób najszybszy docierają do mózgu. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że przytulanie jest potrzebą u małych dzieci wręcz fizjologiczną (zapewniającą przeżycie), a nie tylko emocjonalną, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. O tym, że przytulenie i czułe cmoknięcie potrafią złagodzić nawet ból fizyczny, wiedzą wszystkie dzieci. Dla rodziców o naukowym podejściu mamy silne potwierdzenie tej tezy w badaniach. Otóż okazało się, że, dotykając kogoś z uczuciem, uruchamiamy wytwarzanie opioidów, które obniżają odczucie bólu – nie bez kozery więc mamy całują dzieci w skaleczone kończyny 🙂

Przytulenie dziecka to znacznie więcej niż zwykły gest – fizyczna bliskość rodzica jest dla malucha oznaką miłości, akceptacji i silnej więzi, jaka ich łączy. Czułość ze strony rodziców wspomaga jego rozwój oraz zaspokaja potrzeby emocjonalne. Dla kontrastu, chłód emocjonalny w domu rodzinnym to prosty przepis na problemy wychowawcze. Mogłoby się wydawać, że dla każdego rodzica oczywistym jest, że przytulanie własnego dziecka to naturalne i potrzebne zachowanie. Niestety, jak wykazały badania instytutu ARC Rynek i Opinia, wielu dorosłych nie zdaje sobie z tego sprawy- aż 70% ankietowanych rodziców nie przytula swoich pociech! 🙁

A przecież dotyk ma szczególną moc – potrafi być lekarstwem na stres, formą uspokojenia i ukojenia. To wspaniałe źródło, które zaspokaja najważniejsze potrzeby emocjonalne dziecka, w tym poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu maluch jest spokojny. Na podstawie dotyku, takiego jak przytulanie, buduje się więź dziecka z rodzicami. Dziecko potrzebuje czułości i miłości, zupełnie tak jak jedzenia. Jest to naturalne zjawisko ludzkiej psychiki. W ten sposób tworzy się przywiązanie i zacieśnia się relacja dwojga osób. Podczas przytulania wydzielają się endorfiny, więc taka forma dotyku przyspiesza rozwój i niweluje skutki stresu dzieci. Dzieci, które są przytulane w dzieciństwie, łatwiej okazują swoje emocje i radzą sobie w kontaktach z innymi ludźmi. Są otwarte na potrzeby innych i wykazują większą empatię. Rzadziej chorują i cierpią na zaburzenia psychofizyczne, niż te dzieci, u których bliski kontakt był dość mocno ograniczony.

Z przytulania się nie wyrasta

Kto nie lubi przytulania? Jeśli ktoś twierdzi, że nie znosi uścisków i wcale ich nie potrzebuje, to albo kłamie, albo dorastał w tzw. zimnym chowie, gdzie okazywanie uczuć nie było mile widziane. Dla większości ludzi przytulanie jest jak narkotyk – i to nie tylko w przenośni. Uścisk, kontakt skóry ze skorą – i to nie tylko matki i dziecka, ale również dwojga dorosłych osób wyzwala produkcję oksytocyny, hormonu wpływającego pozytywnie na relacje międzyludzkie, wspomagającego ufność, empatię, przywiązanie i poczucie bliskości. Nie bez powodu oksytocynę nazywa się „hormonem miłości” – to właśnie jej zawdzięczamy motylki w brzuchu oraz… seks. Chemia międzyludzka naprawdę istnieje, a przytulanie się do ukochanych jest nam po prostu potrzebne.

Przytulanie w świecie dorosłych jest czynnikiem wspierającym budowanie więzi i zaufania. Wpływa również na poczucie własnej wartości, ponieważ daje wyraźny dowód akceptacji ze strony innych osób. Bywa czynnikiem polepszającym samopoczucie w okresie jego spadku, na przykład w związku z sytuacjami o negatywnym nacechowaniu, obniżając jednocześnie poziom wynikającego z nich stresu. Jest nie tylko czynnikiem powodującym zmniejszenie poczucia samotności czy jedną z form okazania istniejącej zażyłości między przytulanym a przytulającym, ale również gestem empatii i pocieszenia.

Wierzę w bliskość, dotyk i troskę

Oczywiście każdy z nas ma jakiś „patent” na wychowanie swoich dzieci, ale czułości i dotyku nigdy nie jest za wiele – to nic nie kosztuje, a może przynieść same korzyści: lepszy rozwój naszych dzieci, lepsze samopoczucie (ich i nasze). Przytulając i nosząc dzieci inwestujemy w całe ich życie – to najcenniejszy i najbardziej trwały dar. Nasze dzieci niczego nie potrzebują bardziej niż poczucia bliskości i bezpieczeństwa. Dziecko, które w dzieciństwie jest często przytulane, zyskuje predyspozycje do większej pogody ducha w dorosłym życiu oraz fundament dla satysfakcjonujących relacji społecznych. Dziecko przytulane to także dziecko szczęśliwsze, któremu łatwiej będzie znosić rozłąkę – nie będzie ona wzbudzać strachu przed opuszczeniem. Okres wczesnego dzieciństwa tak szybko mija, dzieciaki tak szybko dorastają, więc… przytulajmy jak najwięcej!

Pozdrawiam

M.

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *