Moja TOP lista, czyli 5 ulubionych bajek Walta Disneya wg mojej kilkuletniej córki

Powiedzmy sobie szczerze – większość z nas, zarówno tych młodszych, jak i tych starszych – uwielbia bajki Walta Disneya. Podbijają one serca widzów na całym świecie. Sama osobiście kibicowałam Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkom, trzymałam kciuki za Kopciuszka, przeżywałam niesamowite przygody z Alladynem, wzdychałam do księcia razem z Małą Syrenką, podziwiałam odważną Pocahontas, ale też ryczałam jak bóbr, gdy zginął Mustafa… No cóż – zabrały mi kawał dzieciństwa 😅 Ale do dzisiaj to moje najwspanialsze bajkowe wspomnienia.

Mimo, że większość z nas najlepiej wspomina te bajki Disneya, które stały się już klasyką gatunku, wciąż powstają nowe filmy animowane, które absolutnie nie odbiegają od tych poprzednich poziomem. Co roku możemy obejrzeć przynajmniej dwie pełnometrażowe nowości. Disney urzeka nie tylko pięknymi obrazkami, ale także opowiedzianą historią, dialogami bohaterów oraz znakomitą muzyką, która jest nieodzownym elementem każdej bajki. Uczą nas (a raczej nasze dzieci) moralności oraz asertywności. Ukazują siłę przyjaźni i miłości, która może przezwyciężyć wszystkie problemy. Pokazują, jak sobie radzić z kłopotami w trudnych sytuacjach. Dobro zawsze zwycięży nad złem.

Moja Julka poznała pierwsze bajki Disneya w wieku ok 3 lat. I zakochała się bez pamięci 😍 Widziała zarówno pierwszą wersję Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków, Kopciuszka, Małą Syrenkę, Króla Lwa, Mulan, Niesamowite przygody Kubusia Puchatka, Toy Story, W głowie się nie mieści, Potwory i Spółka, Walle i wiele innych. Wszystkie ogląda z wypiekami na twarzy i zdecydowana większość bardzo jej się podoba. Wśród tych wszystkich cudownych filmów animowanych ma jednak swoich faworytów, których kocha miłością bezwzględną po dziś dzień i których przedstawię Wam poniżej:

1. Trolle (2016), reż. Mike Mitchell

Kadr z bajki Trolle /Źródło/

To zdecydowanie animacja o małych stworkach dla małych dzieci 😜 Dla dorosłych to będzie raczej psychodeliczna jazda bez trzymanki – coś na kształt mieszanki przygód smerfów z Kopciuszkiem, utopionych w morzu tęczy 🤪 Ale warto – powiem Wam dlaczego.

To była pierwsza dłuższa bajka, którą obejrzała Julka i pierwsza z wytwórni Disneya. Gdy szukaliśmy dla niej odpowiedniego filmu chcieliśmy, aby przede wszystkim nie był on zbyt skomplikowany – fabuła miała być prosta i przyjemna. Trolle wpisały się w tę kategorię wzorowo 🙂 Sami twórcy animacji nie kryli się z tym, że nie byli zainteresowani zbudowaniem interesującej fabuły – główny nacisk położono tu na zabawę i muzykę. Powstała zwariowana animacja utrzymana w landrynkowo kolorowej, (cokolwiek psychodelicznej kolorystyce), z dużą ilością dyskotekowo zaaranżowanych piosenek – co nie dziwi, zważywszy, że muzycznym opiekunem całości był Justin Timberlake. Pod jego uważnym okiem (i uchem) powstała niezwykle barwna ścieżka dźwiękowa. Dominują w niej taneczne przeboje stanowiące w dużej mierze hołd dla kultury disco i jej duchowych spadkobierców. Ale znalazło się też sporo miejsca dla spokojniejszych piosenek. Wszystkie przeróbki i aranżacje są zrealizowane na najwyższym poziomie.

Ale wracając do fabuły (skąpej czy nie) – punktem wyjścia jest konflikt między Trollami a Bergenami (szarymi ze smutku i niezdrowego jedzenia, którym zapychają sobie żołądki). Ci drudzy podczas dorocznego święta zwanego Trollaliami żywią się tytułowymi stworkami. Bergeni wierzą bowiem, iż zjedzenie trolla to jedyny sposób, by osiągnąć szczęście.
Te małe stworki uwielbiają przecież śpiewać, przytulać się i nie znoszą samotności. Po prostu są to najszczęśliwsze stworzenia w całym wszechświecie (wyjątkiem jest tu Mruk, który dystansuje się do reszty społeczności). Jednak pewnego roku, tuż przed Trollaliami, trolle postanawiają uciec i od tej pory prowadzą życie przypominające spełniony sen hippisów 😅 ot szczęśliwa komuna, żyjących w harmonii i miłości na łonie natury psychodelicznie kolorowych stworków. Gdy to szczęśliwe życie zostaje zburzone poprzez porwanie przyjaciół głównej bohaterki – księżniczki Poppy – rozpoczyna się szalona misja ratunkowa, która zaskoczy nie tylko głównych bohaterów.

Film ma naprawdę dobre tempo i znajdziemy w nim sporo niezłych żartów, tak słownych, jak i rysunkowych (np. postać Gadającej Chmury). Energia bijąca z ekranu nastraja bardzo pozytywnie – Julka bardzo szybko pokochała tę bajkę, śpiewała razem z bohaterami i tańczyła. Do dzisiaj do niej chętnie wraca. Fabuła realizuje wiele znanych schematów, które prowadzą do równie prostego morału – szczęście jest w każdym z nas, tylko ktoś musi je z nas wydobyć. Pokazuje, jak bardzo ważne jest w życiu pozytywne nastawienie i przyjaźń, gdyż szczęścia, na którym przecież wszystkim zależy, nie zdobywa się kosztem innych, a co najwyżej z ich pomocą 😉

2. Kraina Lodu (2013), reż. Chris Buck, Jennifer Lee

Kadr z bajki Kraina Lodu /Źródło/

To jest pozycja, której chyba nie muszę specjalnie przedstawiać 😂 Szaleństwo Elsy dopadło i nas 🤣 I ciągle ma się świetnie w świadomości naszej (już prawie) 6-latki. To naprawdę ciepła opowieść o krainie skutej lodem. Gdyby jednak wśród czytelników znalazł się osobnik nie mający pojęcia o czym mowa, już śpieszę z wyjaśnieniami 😉

Akcja bajki rozgrywa się w baśniowym królestwie Arendelle, którego szczęśliwi mieszkańcy nie lękają się żadnych wojen, chorób czy klątw. Mamy oczywiście też zamek gdzie panuje król z królową. Mają oni dwie córki – Annę i Elsę, które są głównymi postaciami akcji. Anna jest żywa i niesforna, z kolei Elsa jest poważniejsza i w dodatku obdarowana magiczną mocą tworzenia śniegu i lodu. Wskutek nieszczęśliwego wypadku rodzice odseparowują od siebie siostry, zaś zdolności Elsy objęte zostają tajemnicą. Taki stan rzeczy utrzymuje się aż do dnia, w którym starsza z sióstr ma w końcu objąć tron. Oczywiście, podczas balu koronacyjnego nie wszystko idzie zgodnie z planem… Świeżo upieczona i zdenerwowana, młoda królowa zamraża podłogę w sali balowej. Przerażona tym, co zrobiła, ucieka w góry, ale sprowadza na Arendelle wieczną zimę. Aby uratować królestwo oraz spróbować odzyskać z Elsą dawne, bliskie i serdeczne relacje, Anna decyduje się ruszyć na poszukiwanie siostry. W wyprawie towarzyszą jej handlarz bryłami lodu Kristoff, jego renifer Sven oraz bałwanek Olaf. Czeka ich rzecz jasna wiele niezwykłych spotkań i przygód 😉

To co silnie wybrzmiewa w tej bajce to z pewnością podkreślenie tego na czym polega prawdziwa i w pełni autentyczna miłość do bliźniego. Jest to ukazane na przykładzie różnych bohaterów i wzajemnych relacji między nimi, ale przede wszystkim dotyczy to głównych bohaterek. Zostały one bardzo ciekawie wprowadzone i skonstruowane psychologicznie. Ich relacja, a później w zasadzie konflikt, nie są oparte, w żadnym razie, na przeciwieństwach temperamentów – tak typowym dla bajek. W tym wypadku jest to znacznie bardziej złożone i skomplikowane. Powód rozdzielenia od siebie sióstr i jednocześnie przyjaciółek jest umieszczony znacznie głębiej. Twórcom bajki dość dobrze udaje się uniknąć kliszy całkowicie różniącego się od siebie rodzeństwa. Zachowanie Elsy jest wyraźnie uzasadnione jej troską o bezpieczeństwo otaczających ją ludzi, wobec czego kontrast między siostrami rozkłada się bardziej na linii świadomość – nieświadomość zagrożenia, niż powaga – beztroska. Konflikt sióstr zbudowany jest więc na solidnych fundamentach. Nie jest jednoznaczny: obie strony mają swoje racje i nie sposób kibicować tylko jednej z nich. Punkt dla Disneya za uniknięcie banału. Zanim dojdzie do eskalacji negatywnych emocji między Anną i Elsą, postaci są przedstawione w taki sposób, aby były widzowi bliskie. Dlatego kłótnia sióstr tak szczerze wzrusza. Cała opowieść przedstawia oczywiście szeroką gamę bohaterów i ich wzajemnych relacji. Mamy więc pięknego księcia, księżniczkę, królową, dobrego króla, poddanych, niesfornego chłopaka z prowincji, czy spersonifikowanego zwierzęcego bohatera. I bałwanka Olafa, gotowego stopnieć w świetle ciepłych promieni słonecznych, by uwolnić królestwo od wiecznej zimy.

Bajka ma szlachetny morał, który został wyłożony subtelnie, inteligentnie i zgrabnie. Miłość jest tu pokazana, jako gotowość do poświęcenia się i ofiary na rzecz drugich, przy czym miłość siostrzana zdecydowanie bierze górę nad miłością romantyczną. Warto obejrzeć tę bajkę chociażby dlatego, aby zdać sobie sprawę z tego, że nasze dzieci też miewają problemy, które czasem nabierają dla nich tak gigantycznych rozmiarów, iż są w stanie wybrać ucieczkę, bo nadmiar wszystkiego je przerasta. I dlatego trzeba być szalenie czujnym i uważnym, aby chciały z nami rozmawiać, i nie musiały się boleśnie przekonywać o tym, jak dużą cenę zapłacić można za łatwowierność, uleganie emocjom i pokładanie nadziei w nieodpowiednich ludziach.

3. Moana (2016), reż. Ron Clements, John Musker

U nas znana jako Vaiana: Skrab oceanu (ale o tym później).

Kadr z bajki Moana (Vaiana: Skarb oceanu) /Źródło/

Oto kolejna, oszałamiająco piękna 😍 bajka oparta na ustnych przekazach ludów Oceanii, w której Disney zaprasza najmłodszych widzów do rajskiego świata południowego Pacyfiku. I uwierzcie mi – jeżeli już raz wejdziecie do tej obłędnej krainy bogatej w kolory przepięknego błękitu oceanu, nieziemsko zielonej flory i pstrokatej fauny, okraszonej dodatkowo ornamentyką polinezyjskich plemion – nie będziecie chcieli jej opuścić 😆

Główna bohaterka jest córką wodza malowniczej wyspy Motonui. Oto wesoła, ciekawa świata nastolatka (nie do końca posłuszna ojcu, co czasem zakłóca relacje na linii rodzic – dziecko), która marzy o tym, aby żeglować po bezkresnym oceanie, co budzi zdecydowany sprzeciw ojca. Targana przez wewnętrzny głos przygody, poznaje pewnego dnia historię swojego ludu, historię stworzenia świata, a także swoją magiczną więź z oceanem… Babka Moany – Tala – uchodząca za miejscową „wariatkę” (ale w dobrym znaczeniu tego słowa 😉), od najmłodszych lat raczyła dziewczynkę plemienną legendą o półbogu Maui, potrafiącym przybierać kształt dowolnego stworzenia, który naruszył harmonię natury. Wykradł on bowiem serce bogini Te Fiti – matki wszystkich wysp – skutkiem czego jest powolna, ale nieunikniona zagłada wszystkiego, co żywe. Kiedy klęska dociera także do wyspy, którą zamieszkuje Moana, dziewczyna (oczywiście za namową babki) przestaje tamować swoje wewnętrzne „Ja” i postanawia – wbrew zakazom oraz tradycji – wypłynąć na ocean, odnaleźć zaginionego półboga Maui, zmusić go do oddania skradzionego serca Te Fiti oraz uratować swój lud przed zagładą. Podczas tej niebezpiecznej misji – półbóg i waleczna dziewczyna – skazani na swoje towarzystwo, mimo początkowej antypatii będą musieli połączyć siły, by uratować świat.

Powiem Wam, że nie pamiętam kiedy oglądałam tak piękną, mieniącą się od kolorów i cudownych krajobrazów animację. Już samo umiejscowienie akcji w obrębie właściwie nieznanej w naszym kręgu kulturowym mitologii plemion polinezyjskich sprawia, że bajka się wyróżnia. Disney oddaje naszym oczom piękne, dopieszczone w każdym calu bajeczne widowisko. Cała historia jest prosta i łatwa do przyswojenia, a zarazem niosąca za sobą ważne przesłania. Opowieść o księżniczce Południowego Pacyfiku i Oceanii utrzymana jest przede wszystkim w duchu girl power 💪 Podkreślona jest w niej siła kobiecych więzi, waga czułej i uważnej relacji człowieka z naturą i ryzyka zbytniej w nią ingerencji. Moana jest wg mnie najbardziej przebojową z bohaterek animacji Disneya. Trochę przypomina mi Pocahontas: nie mniej odważną, inteligentną, potrafiącą postawić na swoim. Obie czują związek z naturą i rodzinną ziemią, podchodzą do tradycji z szacunkiem, ale ciekawe świata, wcale nie chcą być jej więźniami. Co więcej – Moana jest pierwszą księżniczką, której znajomość z innym facetem nie jest podszyta żadnym romansem! Dziewczyna ma do zadufanego w sobie, napakowanego wręcz testosteronem Maui’ego stosunek wręcz ironiczny i zanim ten egzotyczny duet w ogóle połączy przyjaźń, dojdzie między nimi do starcia charakterów. Podczas ich wspólnej przygody elementy czysto komediowe wybrzmiewają na tyle często, że całość ogląda się z szerokim uśmiechem na ustach 😄 Zresztą oceńcie sami:

Jeszcze wspomnę o różnicach w tytule – ja używam hasła Moana, gdyż moja córa ogląda tę bajkę w języku oryginalnym. Tytuł oryginalny to właśnie Moana, natomiast są kraje, w których brzmi on Oceania, a w większości Europy Vaiana. Wszystkie trzy są prawidłowe i funkcjonują jako warianty tej samej postaci (“moana” w języku polinezyjskim oznacza “ocean”), natomiast różnice w tytule filmu wynikają z dość niefortunnej zbieżności. Mianowicie, Moana Pozzi to popularna niegdyś włoska aktorka filmów… porno 😅 Powstał nawet o niej mini-serial pod tytułem Moana, stąd też decyzja twórców, by w sporej części krajów Europy korzystać z alternatywnej nazwy. Do tego, w wielu krajach Moana jest nazwą zastrzeżoną, przez co rodziły się dodatkowe komplikacje. My znamy bohaterkę jako Moanę, gdyż Julka ogląda ją w wersji oryginalnej (bez polskiego dubbingu).

Nie mniej jednak – niezależnie od tego gdzie i jak nazywa się waleczna księżniczka, bardzo polecamy z Julką bajkę o podążaniu za głosem swojego serca, pragnieniu odkrywania w życiu tego, co nieznane, o tym by nie bać się marzyć i sięgać po nasze pragnienia. A przede wszystkim o wielkiej sile przyjaźni, która jest w stanie pokonać każdą przeszkodę. Poza tym świat Moany jest na tyle olśniewający, że bardzo chętnie do niego wracamy 😊

4. Zaplątani (2010), reż. Nathan Greno, Byron Howard

Kadr z bajki Zaplątani /Źródło/

To jedyna animacja, którą Julka ogląda w naszym rodzimym języku, ale to dlatego, że polski dubbing jest tu na bardzo wysokim poziomie – szczerze mówiąc jest lepszy niż oryginalny tekst (pozostałe bajki z tej piątki mają wg mnie świetny dubbing, ale nie przebija on oryginału, więc Julka ogląda je po angielsku). A film jest naprawdę niezwykły 😀

Dawno, dawno temu, w odległej krainie, żyła sobie księżniczka o imieniu Roszpunka… Coś Wam w głowie świta? Tak, była taka bajka, mama pewnie opowiadała 😉 O zamkniętej w wysokiej wieży, długowłosej królewnie i o księciu, który w końcu ją ratuje… Disney zrobił jednak swoją wersję tej historii. I wyszło mu to znakomicie! Po porostu bosko 😆

Spora dawka humoru, trochę romantyzmu i akcji, wyraziści bohaterowie, to wręcz idealny przepis na bajkę. Ale od początku: dawno temu, w pałacu w baśniowej krainie na świat przychodzi Roszpunka. Dziewczynka ma złote włosy, które posiadają magiczną moc (ich dotyk uzdrawia i przywraca młodość) – z tego też powodu królewna zostaje wykradziona przez złą kobietę, spędzając kolejne 18 lat zamknięta w wieży. Czas mija, a Roszpunka wyrasta na piękną dziewczynę o twarzy Barbie 😉 spędzając całe dnie w towarzystwie kameleona, czytając w kółko trzy książki, gotując, malując i… marząc… głównie o tym, aby opuścić wieżę. Rzecz jasna „matka” jej tego zabrania tłumacząc się mętnie względami bezpieczeństwa. W dniu 18 urodzin, na jej drodze stanie jednak pewien rzezimieszek, z którym Roszpunka zawrze ciekawy układ. Film ma trzy rewelacyjnie stworzone postaci, które spokojnie mogłyby występować w pojedynkę: Flynn (cwaniakowaty złodziejaszek, przekonany o tym, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych), Roszpunka (uzbrojona (w patelnię), która wreszcie ma okazję zaszaleć bez nadzoru matki), no i oczywiście Maximus (dzielny ogier królewskiej gwardii z silnym poczuciem obowiązku 😉). Każdy z bohaterów jest indywidualnością i budzi w nas swoją sympatię.

Bajka w lekki sposób porusza temat dotyczący każdego z nas – jest przede wszystkim opowieścią o wchodzeniu w dorosłość i o pogoni za marzeniami.  Jednocześnie to niezwykłe ciepła i sympatyczna komedia romantyczna dla wszystkich. Rzecz jasna jest to postmodernistyczna wersja baśni braci Grimm, ale z dodatkiem komedii w starym hollywoodzkim stylu i… musicalu. To ukłon w stronę baśniowej tradycji i dawnych animacji Disneya, ale przede wszystkim kino przygodowe z przymrużeniem oka. Do scenariusza wprowadzono tyle zmian, że z pierwotnej wersji baśni zostały tylko: włosy, wieża i Roszpunka 😅 Humor stoi tu jednak na bardzo wysokim poziomie: mamy gagi sytuacyjne i żarty słowne, a także kilka mrugnięć okiem do starszego widza. Polecamy!

5. Coco (2017), reż. Lee Unkrich

Kadr z bajki Coco /Źródło/

To bajka, która skradła serce nam wszystkim 😍 Wybraliśmy się na nią do kina i bardzo się bałam, że moja wówczas 4-latka nie wysiedzi tyle czasu przed wielkim ekranem. Dość długo zastanawiałam się również nad tym, czy aby na pewno jest to odpowiedni film dla takiego małego dziecka 🤔 Jakaż to była zaskakująca niespodzianka! Nie tylko ze względu na fakt, że Julka pochłonęła całą sobą tę historię, ale również dlatego, że i ja oglądałam ją z ogromną przyjemnością – oto bowiem otrzymałam przepiękną bajkę dla całej rodziny, na której zarówno śmiałam się na głos, jak i nieraz walczyłam ze sobą, by nie zacząć chlipać ze wzruszenia.

Film opowiada historię dwunastoletniego Miguela, który tupie nóżką w rytm szlagierów na mandolinę i wznosi modły do legendarnego króla estrady, Ernesta de la Cruz. Niestety jego zapobiegawcza rodzinka z hardą babunią na szpicy, próbuje mu udaremnić te marzenia. Dlaczego? Oto bowiem prababcia chłopca związała się w czasach swej młodości z czarującym grajkiem, kończąc ze złamanym sercem i samotnością w wychowywaniu swojej malutkiej córeczki (tytułowej Coco). Nie poddała się jednak, zmuszona do tego, aby zapewnić sobie i córce byt, stworzyła firmę obuwniczą i od tamtej pory szydełko oraz dratwa przekazywane są z pokolenia na pokolenie, zaś muzyka jest absolutnie zakazana. Kiedy rozdarty pomiędzy tradycją, a własnymi pragnieniami Miguel sprzeciwi się rodzinie, rozpocznie się jego metafizyczna przygoda na granicy światów: żywych i umarłych… Więcej nie napiszę 😜 Ale uwierzcie mi, w tej bajce nie ma ani jednego momentu nudy, a film intryguje przez cały czas.

Coco posiada wszystkie cechy ponadczasowej opowieści: niewątpliwy urok, genialny przekaz, interesujący świat przedstawiony, nawiązania do kultury i historycznych postaci oraz szatę, której nie powstydziłby się żadnej król 😉 Świat przedstawiony – szczególnie ten zamieszkały przez ludzi, którzy wyzionęli już ducha – wygląda po prostu obłędnie!!! Jest bardzo kolorowy, szczegółowy i zachwycający. Wszystkie sceny w filmie są przepiękne – występuje tu wiele żywych kolorów, a muzyka w bardzo dobry sposób podkreśla znaczenie przedstawionych zdarzeń. Ponad to animacja nie ma problemu z podejmowaniem trudnych tematów (zaczynając od konfliktu z rodziną, a kończąc na wielkim oszustwie). Ale najważniejsze wg mnie jest chyba to, że wytwórni Disneya i Pixarowi udało się stworzyć rodzinny i szalenie ciepły film naokoło tematu śmierci. I jest to wersja śmierci, która nie przeraża, ale daje nadzieję. Przemówi zarówno do dorosłych, jak i do dzieci. Młodszym wyjaśni, co się dzieje z ich bliskimi, jak teraz sobie „żyją” i co porabiają w zaświatach. Starszym przypomni, jak ważne jest samo pamiętanie. I dbanie o tę pamięć u następnych pokoleń. Bo Coco to nie tylko przygoda małego Miguela, który chce spełnić swoje marzenie. To również ponadczasowa opowieść o przekazywaniu doświadczeń z pokolenia na pokolenie i pamięci o przodkach. Pamięci, która może nam czasem wytłumaczyć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Zresztą zerknijcie na zwiastun.

Zdecydowanie Oskary się należały! 🤩 Zresztą w zeszłym roku trzymałam naprawdę mocno kciuki za tę bajkę, bo oto dostaliśmy przepiękną, wzruszającą i pouczającą animację, która zostaje w pamięci widzów w każdym wieku na długo po seansie. Oj… przygody Miguela wskoczyły na podium moich prywatnych filmów 😉 I niespecjalnie widzę kandydata, który je stamtąd zgoni.

Nazwisko Walta Disneya do dziś jest symbolem, które od razu przywołuje powszechnie rozpoznawalny obraz człowieka, będącego synonimem rozrywki dla całej rodziny. Chyba każdy przynajmniej raz w życiu widział jego bajkę. I bez wątpienia każdy znajdzie tu coś dla siebie, niezależnie czy jest fanem opowieści spod znaku przygody czy romantycznej miłości. Nasza złota piątka do dziś jest chętnie oglądana przez całą rodzinę, bo to naprawdę dobre kino 🙂 i świetny sposób na spędzenie deszczowego popołudnia z dzieciakami. Bo o ile w dziecku nie ma nic z dorosłego, o tyle w każdym dorosłym jest coś z dziecka 😜

A jakie są Wasze typy?

Pozdrawiamy

M&J

Zachęcam was do zapoznania się również z innymi listami z serii TOP 5

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *