Z pokolenia na pokolenie…

Jakiś czas temu pierworodna zakomunikowała, że w przedszkolu będzie bal… A jak bal, to trzeba mieć odpowiedni strój. A żeby nie było to wszystko takie proste – strój musi odpowiadać zadanej tematyce balu. W naszym przypadku był to bal pt. Podróż dookoła świata, z dopiskiem, aby dziecko posiadało przebranie reprezentujące dowolny strój, charakterystyczny dla konkretnego państwa/miejsca na obojętnie którym kontynencie naszego globu. Nie muszę chyba opisywać popłochu wymalowanego na naszych twarzach… nie tylko naszych zresztą.

Olśnienie

Pierwsza moja myśl padła na różnego rodzaju platformy sprzedażowe – wieczorem przejrzałam wszystkie możliwe oferty i ze smutkiem odkryłam, że wybór jest praktycznie żaden – ogranicza się głównie do stroju Indianki, ew. Hinduski, Japonki lub Hiszpanki – a w dodatku cena takiego stroju – przeznaczonego na jedno wyjście (dzieci rosną w tempie zatrważającym) – też podcinała mój entuzjazm. A to był środek sezonu karnawałowego, już drugi bal w przedszkolu (wcześniejszy nie wymagał „konkretów”  poza jednym – przebranie – jakiekolwiek) więc perspektywa wydawania co trochę kasy z okazji zabawy też mi się nie uśmiechała. Poszłam niepocieszona spać – ostatecznie do balu miałam jeszcze dwa tygodnie czasu, więc liczyłam, że mnie olśni… I wiecie co? Cuda się zdarzają!

Następnego dnia zastanawiając się, jak radziły sobie moja Mama i jej Mama (moja Babcia) w takich sytuacjach – tym bardziej, że nie było przecież sklepów i wypożyczalni strojów karnawałowych dla dzieci – doznałam tego olśnienia 😀 Przypomniałam sobie swój bal w przedszkolu (w zasadzie w zerówce), na którym byłam super krakowianką! Przypomniałam sobie również, że kiedyś (dawno temu, zanim w ogóle myślałam o sobie, jako o matce), gdzieś w zakamarkach szaf mojej Mamy mignął mi ten wianek, ta kamizelka, te korale i wstążeczki… Jak tylko o tym pomyślałam, natychmiast pełna nadziei zadzwoniłam do Rodzicielki, prawie krzycząc z przejęcia do słuchawki, czy przechowuje jeszcze ten strój. Usłyszałam – powinien gdzieś być, ale nie wiem w jakim jest stanie – dodała ze smutkiem w głosie.

Strój z historią

Był – starannie zapakowany w bibułkę, przechowywany w pudełku, w najdalszym zakamarku najwyżej położonego pawlacza. Mama oddzwoniła, stwierdziła, że nawet nieźle wygląda, ale bała się, że na jej wnuczkę będzie za duży. Dziecko, Ty miałaś to na sobie w wieku 6 lat – Julka nie ma nawet 4… Przyznam, że ja też zwątpiłam, ale stwierdziłam, że przymierzyć trzeba – jakby nie patrzeć Julka jest dość wysoka jak na swój wiek, a większość jej garderoby stanowi rozmiarówka dedykowana 5-6-latkom. Następnego dnia, odświeżony strój był już w moich rekach – i ku zaskoczeniu Babci mojego dziecka – leżał jakby był szyty na miarę! Ha! Postanowione – Julka miała reprezentować regionalny strój słowiański 😉 patriotyzm jak się patrzy 😉

Skąd w ogóle ten strój? Hm… Zawsze uważałam, że moja Babcia była niesłychanie uzdolniona i ponad wszystko uwielbiała dzieci – rysowała, szyła, tworzyła kukiełki… i stroje balowe (a w czasie wolnym, grała ze mną w gumę na podwórku – serio). Niecałe pół wieku temu, również Ona stanęła przed podobnym dylematem jak ja. A że potrzeba matką wynalazku, trzeba było sobie radzić z tym co się miało pod ręką. Zdolności manualne, uparte dążenie do celu i przede wszystkim miłość do córki (a w zasadzie córek, siostra mojej Mamy również miała swoje stroje karnawałowe, a jakże!), którą trzeba było wyszykować na bal sprawiły, że spod Jej rąk wyszło wspaniałe przebranie. Moja Babcia samodzielnie zrobiła wykrój aksamitnej kamizelki, którą ręcznie wyszywała w kwiatowe wzory drobnymi koralikami, samodzielnie utkała wianek misternie przyozdobiony maleńkimi kwiatkami, samodzielnie uszyła spódniczkę z koła, przyszywała wstążeczki, aby na koniec uwieńczyć wszystko sznurem szklanych (!) korali. Żywa kolorystyka wspaniale współgra z ludowym charakterem tego stroju. Po tytlu latach pewne jego części wymagały odświeżenia – wianek trzeba było przyozdobić dodatkowymi kwiatkami, a szklane korale, które w dużej części były potłuczone – wymienić na nowe. Efekt końcowy był wspaniały. Z dumą stwierdziłam, że Julka prezentowała się wspaniale! Zresztą jak dwa pokolenia dziewczynek wstecz. Oceńce sami 🙂

Po lewej stronie Babcia Julki (moja Mama), po prawej Mama Julki 😉

Wesoła Julka krakowianka 🙂

Jak patrzę na te zdjęcia, to aż kręci mi się łezka w oku. Jestem niezmiernie wdzięczna mojej Babci i Mamie, że zdecydowały się zachować ten strój. Można śmiało powiedzieć, że to kawałek rodzinnej historii przekazywanej z pokolenia na pokolenie… Kto wie – może kiedyś moja wnuczka będzie małą krakowianką na swoim balu w przedszkolu? Na pewno zachowam ten strój i podobnie jak Babcia i Prababcia Julki będę go starannie przechowywać przez kolejne 30 lat…

Trzy pokolenia…

Pozdrawiam i życzę Wam równie fajnych rodzinnych historii.

M.

Show Comments
  • Salome napisał(a):

    Wow, jakie piękne wspomnienia! Nie sądziłam, że ten strój tyle przetrwał! Julcia prezentuje się w nim bosko – jakby na nią czekał gdzieś w otchłani szaf 🙂

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *