Zabawa czy obowiązek?

Jak tak sobie pomyślę, co moje dziecko potrafi w wieku 15 miesięcy, to czasem aż sama się dziwię. Oprócz tych standardowych, dziecięcych umiejętności „wiesza” pranie, wynosi śmieci, podleje kwiatki. Ba! Nawet paproszki z podłogi pozbiera! Zje sam, w prawdzie “ręcznie” a nie przy użyciu sztućców, ale zawsze. Sam się umyje. Zabawki powkłada do pudełek. A jak wodę rozleje, to od razu biegnie po chusteczki, aby wytrzeć.

Zuch chłopak! I jaka pomoc dla Mamy.

Domowe obowiązki

Często zastanawiamy się, kiedy jest ten czas, aby zaserwować dzieciom listę „obowiązków domowych”, którymi powinny się zająć i za które powinny być odpowiedzialne. Jest wiele teorii na temat tego, co powinien robić dwulatek, co trzylatek, a co starsze dzieci. Wiele stresu kosztuje nas wdrożenie takiej listy w życie i nauczenie dziecka odpowiedzialności za pewne obowiązki domowe. Tak, stresu. Szczególnie Mamy, które słyszą od koleżanek, rodziny, znajomych, a nawet pań w sklepie, co ich dziecko „powinno” już umieć zrobić. To już od dawna znana reguła, że obcy wie lepiej, jak wychować nasze dziecko.

Mam taka nadzieję, że jednak większość Mam nie bierze tego w 100% poważnie i pomiędzy przeczytaniem poradnika na temat wychowania dziecka, a wdrożeniem jego w życie jednak zastanowi się chwilę, co tak naprawdę jest odpowiednie i dobre dla jej dziecka. Ważne jest, aby w wychowaniu dziecka wybierać to, co dla nas i dla malucha jest najlepszym rozwiązaniem, a nie ślepo podążać za modą bądź czyjąś, choćby najszczerzej udzieloną radą. Każde dziecko jest inne i to, co sprawdziło się u Pani X wcale nie musi być idealnym rozwiązaniem u Pani Y.

Od najmłodszych lat

Opowiem Wam zatem, skąd u mojego dziecka takie umiejętności.

Nigdy nie mieliśmy kojca, Młody od zawsze wędrował po domu gdzie tylko chciał. Głównie za nami, podpatrując, co właśnie robimy. Jako matka, która nie spuszcza dziecka nawet na chwilę z oka, jak miałam coś zrobić, zawsze brałam Młodego ze sobą. A on na początku przyglądał się z zaciekawieniem, słuchał opowieści o tym, co właśnie jest wykonywane, do czego służą poszczególne rzeczy i co się z nimi robi. Natomiast jak zaczął samodzielnie chodzić, powtarzał nasze zachowania. Niby nic dziwnego, gdyż dzieci uczą się poprzez naśladowanie rodziców jednak jakim zaskoczeniem (i radością) było to, że naśladuje nas nie tylko w zabawie ale również w życiu codziennym.

Jak wieszam pranie, on mi to pranie podaje lub też stara się, jak tylko może, je „rozwiesić”. Podczas podlewania kwiatków ma swoją konewkę, a porozrzucane papierki pozbiera i wyrzuci do śmietnika. Nigdy nie starałam się go ograniczać w tych niecodziennych „zabawach”. Wiadomo,że Mama zrobi to szybciej i będzie mogła się z dzieckiem pobawić. Z przyzwyczajenia zostawiamy dla siebie domowe obowiązki tłumacząc sobie, że dziecko jest na nie za małe, a mąż zbyt zmęczony. Jednak u nas obowiązki domowe przyjęły formę zabawy. Nie sprzątam na czas, tak wiec kolejne czynności mogę wykonać nieco dłużej, za to ucząc i bawiąc się jednocześnie z dzieckiem. Efektem jest to, że dla Młodego pomoc w obowiązkach domowych jest zabawą, a dla mnie radością, że póki co dziecko nabywa nowych umiejętności i przyzwyczaja się do tego, co w życiu nieuniknione.

Oczywiście można się spierać czy jest to dobre podejście do wychowania dziecka, czy też nie. Zakładam, że ile osób, tyle opinii. U nas się sprawdza, a przy tym jest mnóstwo radości, śmiechu i tej rodzicielskiej „dumy”, kiedy okazuje się, że dziecko pomaga i przy tym dobrze się bawi. Z biegiem czasu zobaczymy też czy uda nam się zakorzenić w Młodym takie umiejętności i chęci na dłużej. Czas pokaże.

E.

Show Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *